Drom – recenzja komiksu Jessego Lonergana | analiza wizualnej narracji
Zgadzam się. Oszałamiający. Właściwie tyle wystarczy, aby opisać „Drom”. Reszta to tylko wygrzebywanie słów z błota. Czy tam gliny, z której Jesse Lonergan tworzy świat. Przygotowuje elementy, powołuje je do życia, wprawia w ruch, wywołuje burze emocji, po czym gasi światło. Można oniemieć z wrażenia, zwłaszcza że w większej części jest to niemy komiks.

Twórca jako demiurg
Nie wiem, dlaczego to tak działa z komiksami, ale to właśnie w tym medium rozprawianie o tworzeniu świata, czy raczej tej konkretnej rzeczywistości, działa na mnie ze zdwojoną siłą. Twórca komiksowy, i to nie tylko Jesse Lonergan czy Karolina Walczak, której też zdarzyło się podobne ćwiczenie myślowe, jawi mi się jako demiurg. Kadry to pracownia, ze szkiców wyłaniają się postacie, zaczyna otaczać je świat, a sekwencje tworzą iluzję ruchu. Papierowe postacie ruszają się, porozumiewają, czują i… żyją.
Trudno w takich przypadkach nie myśleć o Księdze Rodzaju, bo to chyba najbardziej znany początek w historii literatury. Oczywiście Jesse Lonergan snuje opowieść po swojemu, a jego główne składniki to błękit, czerwień, żółć, forma i duch. Można jednak spokojnie wyodrębnić znane motywy. Gdyby na pierwszej stronie padło „na początku była ciemność”, to pasowałoby idealnie. Albo kilka stron dalej, gdzie jedną z pierwszych rzeczy wynalezionych przez człowieka okazuje się zbrodnia.
Mozaika kadrów i ruch
Jesse tworzy, co widać już na samej okładce, mozaikę kadrów. Układa kwadraciki, które tworzą większy obraz. Czasem są równiutkie, czasem nachodzą na siebie i się uzupełniają. Innym razem rozsypują się w chaosie zdarzeń, podkreślają najważniejszą postać z tłumu, falują albo połyskują różnymi barwami. To opowieść sięgająca do bardzo silnych kontrastów, znajdujących ujście zarówno w doborze kolorów, jak i w emocjonalnym kształtowaniu bohaterów. Świat stwarzany jest w ekstremalnych warunkach, odbijając się od siły i konfliktów zbrojnych oraz od miłości.
„Drom” to komiks przepiękny, napakowany małymi niuansami, które można łatwo przeoczyć albo nie zwracać na nie uwagi. Ale w związku z tym, że tu nie ma ciągłej gadaniny, jest czas na to, aby po planszach się porozglądać. Patrząc na rozkładówkę, na której widać dwóch gladiatorów, a ilustracja zamiast epicko pokazywać siłę i rozmach podzielona jest na drobne kawałki, po chwili można dostrzec, że jedna z postaci wybija się przed podział kadrowy, jakby go przekraczała. Albo na nocnym widoku najwyższej wieży autor umieścił samotną postać patrzącą w gwiazdy, która inaczej zniknęłaby w małym okienku.

Zabawa kadrem i przestrzenią
Takich zabiegów jest mnóstwo, zdecydowanie warto się zatrzymywać, by nacieszyć się nietypowymi zagrywkami z rozplanowaniem kadrów na stronie. Postacie ignorują podziały lub używają ich jako korytarzy, a niekiedy nawet na nich siadają, aby odpocząć. Granice kadrów nie tylko oddzielają poszczególne klatki, ale tworzą iluzję przestrzeni, układając się w większą konstrukcję.
Jesse Lonergan pracą tuszem przypomina mi Daniela Warrena Johnsona, który stał się już współczesnym klasykiem okrytym sławą. Może przesadzam trochę z podpinaniem go pod każdego, kto dynamizm uzyskuje grubym kreskowaniem, bo pewnie zestaw inspiracji na przestrzeni lat jest szerszy, ale polubiłem jego rysunki tak bardzo, że nie mogę się powstrzymać. W trakcie lektury, zwłaszcza gdy na scenę wchodziły olbrzymie kraby i latające rekiny, do głowy przychodził mi też Geof Darrow i jego „Kowboj z Shaolin”. Nadal „Drom” to dzieło nietypowe i inne od innych komiksów, choć można je rozłożyć na elementy, z których część wydaje się znajoma.
„Drom” bardziej się ogląda niż czyta, w sensie odczytywania zdań. W związku z tym bardziej się go czuje, niż rozumie. Zbytnie napakowanie kontrastami mogłoby doprowadzić do spłycenia tej opowieści, ale tak się nie dzieje. Mimo że na pierwszy plan często wychodzi wątek miłosny przeciwstawiony zazdrości, pożądaniu i egoizmowi. Finał jest emocjonalny, pełen dramatyzmu i poświęcenia, a ostatnie plansze uciszają wszystkie wydarzenia, wprowadzając spokój. Wykonało się, porządek został zaprowadzony, teraz już tylko nastąpi wszystko, co musi nastąpić.
Czytaj więcej: Demiurg
Scenarzysta: Jesse Lonergan
Ilustrator: Jesse Lonergan
Tłumacz: Marceli Szpak
Wydawca: Kultura Gniewu
Format: 195×254 mm
Liczba stron: 320
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









