Krew dziewicy – recenzja komiksu Sammy’ego Harkhama o marzeniach i Hollywood lat 70
„Tato, co czytasz?” spytał mnie syn. „Krew dziewicy”, odpowiedziałem z głową wtuloną w zielono-różową okładkę. „O czym to?”, mój nastolatek się nie poddawał, mimo że starałem się go zbyć tonem głosu. „O opowiadaniu historii”. „Ach, znowu komiksowe oszołomienie i kręcenie własnej karuzeli”. „Tja, być może, ale tym razem nie o tworzeniu komiksów, a kręceniu horrorów w latach 70”.

Dawno temu… w Hollywood
Sammy Harkham opowiada fikcyjną historię Seymoura pracującego w przemyśle filmowym. Niedługo skończy 30 lat, ma żonę i dziecko, a nad głową ciągle unosi się marzenie zostania reżyserem. Scenariusz już napisał, a wkrótce, jak dowiecie się z komiksu, zostanie zaakceptowany przez wytwórnię. Spełnienie marzenia podsuwane jest montażyście powoli, partiami. Niestety nie są to schody do nieba, a sukcesywnie wybuchający pożar, a ogień konsumuje wszystko na drodze.
Styl graficzny i narracja
„Krew dziewicy” to powieść graficzna zrealizowana „czystą linią”. Ilustracje są równe, kontur jednakowej grubości, nie ma cieniowania kreską, jest za to sepia. Czytelność postaci nade wszystko, nie sposób nikogo z bohaterów pomylić z kimś innym. Klarowne rysunki, ale za to zagmatwana niczym samo życie fabuła. Treść obyczajowa jest tak szczegółowa, że aż przy skwitowaniu zakończenia deklaracją o fikcyjności fabuły zmrużyłem oczy. To zwyczajnie musiało się wydarzyć, przynajmniej pośrednio.

Seymoura poznajemy warstwami, zdarzają się poszczególne epizody wjeżdżają niczym pociąg na niestrzeżony przejazd, bez żadnej sygnalizacji. Może ma to związek z tym, jakim montażystą jest Sy, ale fakt, że tempo opowieści dzięki takim zabiegom nie zwalnia. Zmian pragnie się natychmiast, natomiast życie i praca wleką się w niesamowicie mozolny sposób. Wytwórnia ma plany na zarabianie, a w domu ciągle to samo. Labirynt obowiązków i niekończącej się pracy. Niby „małe dzieci, mały kłopot”, co innego duże, ale w pewnym momencie zdaje się, że pieluchy to etap, który nigdy się nie skończy. Ale czas leci szybko, zapomniałem już choćby trochę, jak to się jeździło autem „na sygnale”.
Marzenia kontra rzeczywistość
Gatki motywacyjne. O, tak. Możesz być kim chcesz i osiągnąć wszystko. Niby nimi gardzimy, ale w pewien sposób je uwielbiamy. Dają nadzieję, że marzenia mogą się zmaterializować, nawet jeśli są tylko kłamstwem mającym nakłonić nas do ciężkiej pracy. Dajemy się nabierać, nawet jeżeli prawda widoczna jest zza cienkiej i prześwitującej zasłony. Dlaczego? Aby życie, albo chociaż ogromny wysiłek codziennej harówy i poświęcenia miał sens.

W pewien sposób Sammy Harkham rozbija kryształową wazę marzeń. Nie da się nie kibicować Seymourowi, mimo że chaos ogarnia stopniowo wszystkie dziedziny jego życia. Niszczy jego i rodzinę. Po cichu czytelnik liczy, że sukces przycementuje to, co się rozsypało i na końcu wszystko samo się poukłada. No nie, tak to nie działa.
Najmocniejsze sceny
Niesamowicie trudno czyta się konwersację w jednej z knajpek, w której dają ciastko do kawy, jeśli masz urodziny, a są tacy, którzy nauczyli się tego używać. No właśnie, bierz to, co daje ci życie. Prawda spływa z następujących po sobie dymków chłodno, sukcesywnie. Tu nie da się nic odpowiedzieć, można tylko słuchać i spróbować się podporządkować. Niezależny twórca myślał, że złapał Pana Boga za stopę. Wracaj na swoje miejsce i przemyśl sprawę. Wielkie wytwórnie? To one dyktują, co, kto, jak, kiedy i za ile.

No i może „Krew dziewicy” to nie jest zbyt przyjemny od spodu komiks, ale czyta się go genialnie. Miejscami wręcz się całą akcję chłonie, a zmiany tempa wręcz wysadzają denko. Jak choćby gdy scena dusznego dialogu w aucie, miejscami zmieniającego się w monolog, zwieńczona jest jedną z niewielu podwójnych rozkładówek rozegraną na pełnej ludzi imprezie. Uwielbiam też scenę odwiezienia oszalałego ze smutku reżysera. Po sześciu stronach jazdy w ciemnościach i milczeniu następuje ciche odpięcie pasa i wykopanie biedaka na trawnik. Pachnie to Tarantino, zwłaszcza z gangsterskiego etapu.
Zakończenie i wymowa
Na koniec rodzina Seymoura wraca do zdemolowanego domu, by zacząć wszystko od nowa. Wymowne i symboliczne zakończenie. To jest cena sławy czy spełniania marzeń. Na szczycie może i widok jest niesamowity, ale poza silnym i zimnym wiatrem niczego innego tam nie ma. Czy cały wysiłek i poświęcenie były tego warte? Tu odpowiedzią jest brak odpowiedzi, ale warto zauważyć, że 1971 znany jest w historii L.A. jako rok, w którym wystąpiło ogromne trzęsienie ziemi, w Hollywood skończyła się epoka kina wytwórni, a twórcy filmów zaczęli przejmować kontrolę. Rok później ta historia mogła potoczyć się inaczej.
Dane wydania
Scenarzysta: Sammy Harkham
Ilustrator: Sammy Harkham
Wydawca: Kultura Gniewu
Seria: Krew dziewicy
Format: 197×254 mm
Liczba stron: 296
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Druk: kolorowy
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo








