Tarzan. Człowiek Małpa – recenzja komiksu. Brutalna adaptacja klasyki Burroughsa

„Tarzan. Człowiek Małpa” to pierwszy tom komiksowych adaptacji dzieł Edgara Rice’a Burroughsa. Corbeyran, scenarzysta odpowiedzialny choćby za „Pieśń Strzyg”, przejmuje funkcję narratora i zdaje relację z bardzo starego dramatu. W końcu nieszczęśnik wychowany z małpami ma już ponad sto lat. Jest to relacja brutalna i bezkompromisowa, bez żadnego wygładzania.

Tarzan. Człowiek Małpa

Tarzan bez Disnejowskiej cukierkowości

Tarzan przebił się do masowej kultury, a lista adaptacji jest długa, choć które tak naprawdę czytałem czy widziałem, to trudno mi powiedzieć. Na pewno kojarzę wersję Disneya. Na front przebija się w moich wspomnieniach wątek romantyczny, nie jestem w stanie wątpić, że „Tarzan kocha Jane”. Tymczasem u Corbeyrana ten wątek zostaje zepchnięty lekko na bok, choć oczywiście jest obecny. Płynie jednak z nurtem poszukiwania przez Tarzana własnej tożsamości.

Chyba udało mi się wyleczyć z osądzania adaptacji. Kiedyś należałem do armii purystów uznających tylko oryginał, ale w sumie to przecież dodatkowe odrośle świadczą tylko o mocy dzieła. Choć nadal raczej staram się w bliskim okresie nie poznawać oryginału i adaptacji. Adaptator musi wyważyć, co i jak przełożyć. Pierwsze, co rzuca mi się w oczy w tym komiksie, to… narrator. W książce działa, bo ktoś musi prowadzić fabułę. W komiksach też się często pojawia, ale w zasadzie nie jest potrzebny. No bo ilustracje przekazują już wszystko, co trzeba. Nikt nie musi opisywać krajobrazu albo wymieniać szczegółów ubioru czy pomieszczeń.

Dramat i wiarygodność historii

Z drugiej strony końcówka XIX wieku jest już dla nas tak egzotyczna, że przydaje się wprowadzenie w annały epoki. Choć na Burroughsa trzeba brać poprawkę. Próbował co prawda swoich sił na polu książek historycznych, ale jednak lepiej się czuł na poletku science fiction. I mimo że mamy tu realia historyczne, to jednak są elementy czysto zmyślone, tak aby nikt się autora nie czepiał szczegółów. Choćby dużych małp, które wychowały Tarzana. Corbeyran wyciął tygrysa i dobrze, bo w sumie po co utwierdzać błędną opinię, że w Afryce pasiatego kota można spotkać.

Historia Tarzana, a zwłaszcza dramat, który dosięgnął jego rodzinę, wypada przejmująco i wiarygodnie oraz z dopasowaniem do epoki. Mogło dojść do takiej sytuacji, że para Bogu ducha winnych podróżnych zostaje wysadzona na najbliższej plaży podczas buntu załogi. Zwierzęta, nie tylko te człekokształtne, odczuwają instynkt macierzyński, utrata dziecka mogła doprowadzić do chęci zaopiekowania się innym dzieckiem. Nawet takim bladym, nieowłosionym i niedorównującym rówieśnikom. Tym małpim oczywiście.

Tarzan. Człowiek Małpa

Tożsamość i człowieczeństwo

Jest tu parę wątków, takich nieczysto przygodowych. Pod zastanowienie, choć to przygoda jest tu falą nośną, zapewne dlatego, że Burroughs pragnął zostać podróżnikiem. Na szczęście szybko odkrył, że potrafi przenosić się w najróżniejsze miejsca dzięki wyobraźni, no i badaniom. Odkrył też, że potrafi pisać lepiej niż autorzy pulpowych opowiadań. Tarzan odkrywa, że potrafi używać broni, ale nie tylko tym różni się od swojego plemienia małp. Pokrycie ciała błotem ma sprawić, że nie będzie się wyróżniać od swojej przysobionej rodziny. Widok białej kobiety pogłębia jednak wątpliwości. W końcu Tarzan oznacza biały człowiek, tylko co to znaczy, zwłaszcza dla kogoś, kto nie zna znaczenia słów, ale nauczył się odczuwać świat i język instynktownie.

I tu jest najciekawiej. Nie brakuje postaw tzw. cywilizowanych ludzi, którzy zachowują się i postępują dużo gorzej od dzikich. Nie tylko ludzi, ale nawet od zwierząt. Dwie postawy, naturalna i wynaturzona, działają na zasadzie ogromnego kontrastu, który musi nakłaniać do myślenia, czym jest człowieczeństwo. Dbaniem o innych czy może jednak tylko o siebie…

Czekam na kolejne trzy części z adaptacjami Burroughsa, zwłaszcza tę o Marsie, choć akurat ta powstała bez Corbeyrana, ale adaptacją zajął się znany z „Armady” Morvan. Oczywiście siłą adaptacji komiksowej są ilustracje i Roy Allan Martinez wspomagany przez kolorystę zrobił tu świetną robotę, a gruba krecha sprawia dużo radochy, ale jednak słowo pisane tu wypływa na wierzch niczym plama oleju. Jak poradzą sobie inni z Burroughsem? Mam nadzieję, że dowiemy się już wkrótce.

Czytaj więcej: Pieśń Strzyg. Księga I – sensacyjna intryga, mityczne stworzenia i duch „XIII”

Szczegóły produktu

Data wydania: 8 kwi 2026

Seria/Cykl: KLASYKA SF

Oprawa: twarda

Scenarzysta, Adaptacja: Éric Corbeyran

Ilustrator:  Roy Allan Martinez

Tłumacz: Maria Mosiewicz

Format: 210×297 mm

Liczba stron: 120

Druk: kolor

Wydawnictwo: Egmont

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: