Marvel Must-Have. Tom 32: Venom. Mroczny początek
OK, wciągnąłem się w kolekcję Marvel Must-Have od Hachette trochę bardziej, niż zamierzałem na początku. Wylądowałem w ręku z tomem, którego nie kupiłbym przy pierwotnych założeniach. Ale mimo że „Venom. Mroczny początek” to historia, która ukazała się już na naszym rynku, czytałem ją po raz pierwszy. Poprzednie wydanie, w przedłużeniu kolekcji Superbohaterowie Marvela, zwyczajnie pominąłem. Trochę szkoda, bo to całkiem niezły komiks, ale jak to się mówi, lepiej późno niż później.

W skrócie
Venom. Mroczny początek – powrót do czasów TM-Semic
Zanim przejdę do samej historii, kilka słów o Venomie. Uwielbiałem jego pojedynki ze Spider-Manem na łamach komiksów, które ukazywały się w latach 90. dzięki wydawnictwu TM-Semic. To za każdym razem było coś, a rysunki Todda McFarlane’a, Erika Larsena i Marka Bagleya, choć tego ostatniego to już nie tak bardzo, dodawały temu potworowi jeszcze większej pikanterii. To nie był kolejny obleczony w kalesony przeciwnik, który dawał się łatwo pokonać. W związku z dawną relacją Petera z symbiontem za każdym razem Parker musiał wymyślić coś ekstra, aby nie tylko wyjść cało z sytuacji, ale nawet przeżyć.
Eddie Brock – od dziennikarza do arcywroga Spider-Mana
Zeb Wells opowiada początki Venoma, ale nie tak, jak zostały one przedstawione w magazynach z Pajączkiem. Zaczyna od samego początku, patrząc na wydarzenia z perspektywy Eddiego Brocka. No i sięga głębiej niż do tej pory. W pierwszym zeszycie cofamy się do dzieciństwa i obserwujemy jego ciężkie dorastanie. Wielkimi susami przeskakujemy do jego krótkiej, ale intensywnej kariery dziennikarskiej, patrzymy na jego upadek i powstanie z kolan w relacji przesiąkniętej nienawiścią do Spider-Mana.

Angel Medina ilustruje wszystko w bardzo nowoczesnym stylu, a kolory mają wysoki stopień nasycenia. Takich rysunków nie powstydziłby się nawet Greg Capullo. Wiele kadrów przywodzi tu na myśl choćby jego „Spawna”. A przecież od niego to już tylko rzut do Todda McFarlane’a, który jako pierwszy narysował Venoma.
Peter Parker w czarnym kostiumie i wspomnienia z Amazing Spider-Man
Najwięcej frajdy przyniosło mi chyba odszukiwanie tych znanych już scen z „Amazing Spider-Man”, zwłaszcza z pierwszego pojedynku między Pająkiem a Venomem. Pamiętna scena przywiązania organicznymi pajęczynami do dzwonu. Komu dzwonią, temu dzwonią – haha! Pamiętam każdą kreskę, którą przed laty narysował McFarlane. U Mediny wygląda to… inaczej. Bardziej na czasie. Pewnie gdybym nie patrzył na te rysunki przez pryzmat nostalgii, inaczej bym je odbierał.
No i jeszcze Spider-Man w czarnym kostiumie. To jest dla mnie coś fantastycznego, choć kostium z wielkim białym pająkiem na klacie może nie jest tak ikoniczny jak ten klasyczny, niebiesko-czerwony. Uwielbiam tę wersję Pająka, czy to wtedy, gdy biegał z symbiontem na sobie podczas „Tajnych wojen”, czy w wersji materiałowej. Czarna Kotka miała rację, że namówiła Petera na tę wersję.
Venom. Mroczny początek – czy warto przeczytać?
Trochę przebija przez ten komiks to, że Eddie Brock był lamusem. Mocniej jednak wypływają jego szaleństwo i odklejenie od rzeczywistości. Panowie doskonale uchwycili moment symbiozy i zmianę, którą u podstaw wywołał zwykły pech. Geneza Venoma to jeden z większych punktów zwrotnych w historii Spider-Mana, w wyniku którego powstał jeden z jego najgroźniejszych wrogów. A już na pewno najbardziej uzębiony.

Te pięć zeszytów to taka pigułka, ale warto zwrócić uwagę, że wszystkie wydarzenia, które doprowadziły do powstania Venoma, rozgrywały się w pajęczych komiksach na przestrzeni wielu lat. Doskonale widać to w moim ulubionym dodatku do tej edycji, czyli na Osi Czasu. Fajnie było sobie powspominać stare czasy i zeszyty od TM-Semic. A w kolekcji już za dwa tygodnie Potężni Avengers i „Inicjatywa Ultrona”. Widzimy się?
Czytaj więcej: Marvel Must-Have. Tom 30. Całkiem Nowy Kapitan Ameryka
Informacje o wydaniu
Scenariusz: Zeb Wells
Rysunki: Angel Medina
Wydawca Polski: Hachette
Druk: Kolor
Oprawa: Twarda
Format: 170×260 mm
Liczba Stron: 120









