Samuraj. Tom 2 – honor, pojedynki i tajemnice ronina | Recenzja komiksu

Di Giorgio i Genêt kontynuują swoją opowieść o pewnym roninie o niezbyt odkrywczym tytule. „Samuraj. Tom 2” to kolejne cztery akty, które można podzielić na dwuczęściowy story arc oraz dalsze snucie legendy. Jest tajemniczo, jest dynamicznie, błyskają ostrza piekielnie ostrych mieczy, obserwujemy popis mistrzowskich umiejętności. Czy wszystkie karty zostaną tym razem odkryte? Oj, nie, ale dzieje się na tyle dużo, że trudno być rozczarowanym.

Samuraj. Tom 2

Powrót ronina i kolejne tajemnice

Nie wiem, co jest z tymi samurajami, że ich historie chłonie się jak wysuszona gąbka każdą kroplę wody. Podobnie chyba jest z kowbojami. Czemu jeszcze nikt nie wpadł na to, żeby w ten sposób sprzedawać opowieści o husarii? Nie wiem. Być może chodzi o sztywny kodeks honorowy, przestrzegany nawet wtedy, gdy trzeba zapłacić za niego cenę śmierci. Może o najostrzejsze miecze na całej ziemi? A może o przepiękną naturę feudalnej, niezbezczeszczonej betonową cywilizacją Japonii? A przecież ronini tylko włóczą się po okolicy i proszą o kłopoty.

Honor ważniejszy niż życie

Takeo ma konkretną misję – odzyskać pamięć o swoim pochodzeniu i tajemniczym znamieniu. Aby ją wypełnić, musi zrealizować kilka pomniejszych celów, mniej lub bardziej związanych z głównym zadaniem. Tym razem trafia do wioski, w której Yakuza oprócz pobierania haraczu urządza jeszcze samurajskie pojedynki. Takiemu samotnikowi ani w głowie mieszać się w cudze kłopoty. Tak to już jest, gdy ktoś podąża własną ścieżką. Ale wiadomo – scenarzyści kierują fabułą tak, aby ten, kto jest bez skazy, nie mógł dłużej patrzeć na krzywdę prostych ludzi.

Ta dwuaktowa gra w podchody, zanim dwa miecze świsną w powietrzu w niewidocznym dla oka błyskawicznym ruchu, jest przepiękna. Pełna wyczekiwania i narastającej niecierpliwości. No kiedy to w końcu się wydarzy? Ale cierpliwość popłaca. Pozwala w pełni nacieszyć się, a przede wszystkim zrozumieć cały spektakl. Ktoś, kto przyszedłby tylko na ostatnią chwilę, zobaczyłby jedynie błysk klingi w słońcu, rozmazane cięcie, zamarcie w bezruchu, a po chwili oczekiwania dowiedziałby się, kto przegrał pojedynek.

To krążenie wokół centrum wydarzeń pozwala w pełni zrozumieć całą sytuację. Za zamieszanie najwyraźniej odpowiada Yakuza, a właściwie przedstawiony tu watażka, który mógłby po prostu odejść, ale najwyraźniej zbyt mocno doskwiera mu nuda. Samuraje wcale nie muszą brać udziału w tym wszystkim, ale z jakiegoś powodu chcą. Nawet gdy stawka zostaje podniesiona z drewnianych mieczy treningowych do prawdziwej broni, co oznacza walkę na śmierć i życie. Jakie są ich motywacje? Poznanie ich daje sporą satysfakcję i sprawia, że finałową walkę ogląda się z zapartym tchem.

Samuraj. Tom 2

Japońskie smaczki i rysunki

Później również jest interesująco, choć już nie aż tak bardzo. Być może to cena za popchnięcie fabuły do przodu. Nie zmienia to jednak faktu, że w opowieść wpleciono kilka ciekawych elementów, jak choćby słowiczą podłogę – charakterystyczny element tradycyjnej architektury japońskiej, znany przede wszystkim z Zamku Nijō. Od razu przywołało mi to na myśl powieść „Po słowiczej podłodze”. Pomysłowa konstrukcja ostrzegająca przed skrytobójcami robi wrażenie również tutaj. Co prawda wzbudzanie alarmu wypada momentami nieco komicznie, ale i tak ten motyw działa. Właśnie dlatego, że jest prawdziwy.

Tym razem ilustracje nie mają takiego rozmachu jak w pierwszym tomie. Dwustronicowe plansze nadal się zdarzają, ale często są przełamywane mniejszymi kadrami, co skojarzyło mi się z „Armadą”. Za to ponownie można wyłowić kilka komiksowych smaczków. Choćby mimikę. Zastanowienie czy lekką irytację podkreśla przelatujący nad głową bohatera ptak lub inne zwierzę. Warto śledzić twarze postaci, bo czasami wyrażają decyzję, zanim ta znajdzie odzwierciedlenie w dymkach.

Podsumowanie

No i niestety jest kilka błędów. Choćby Takeo odrzuca miecz chwilę po tym, jak został mu on wytrącony. Nawet jeśli zdążył go podnieść, nie ma to większego sensu, skoro i tak zdecydował się walczyć bez broni. Takich drobnych dziur jest więcej i lekko wpływają one na płynność opowieści. Wrażenie po tych rysach skutecznie zaciera jednak końcówka, która bezczelnie zostawia bohatera w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Nie dość, że między rozdziałami, to jeszcze między tomami. Nie byłem pewny, czy sięgnę po drugi tom. Nie żałuję tej decyzji. Trójkę przeczytam bez wahania.

Czytaj więcej: Samuraj. Tom 1 – Ronin na średniowiecznych polach Japonii

Scenarzysta: Jean-Francois Di Giorgio

Ilustrator: Frederic Genet

Tłumacz: Maria Mosiewicz

Wydawca: Egmont

Seria: Samuraj

Format: 216×285 mm

Liczba stron: 196

Oprawa: Twarda

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

Share This: