Trzecia kamera – recenzja komiksu. Berlin po wojnie w świetnym historycznym thrillerze
Nie będę oryginalny. „Trzecia kamera” zaintrygowała mnie okładką, komiksiarzom kojarzącą się z „Zabójczym żartem” Alana Moore’a i Briana Bollanda. Mundur SS oznacza, że w środku ani Batmana, ani Jokera nie znajdziecie. Cedric Apikian i Denis Rodier przenoszą nas do Berlina zaraz po kapitulacji III Rzeszy. Ekonomia okupowanego miasta, emocje związane ze zbliżającym się procesem norymberskim i wątki krążące wokół reportera kamuflują, jak blisko głównej postaci światowego konfliktu się znajdował.

W skrócie
Powojenny Berlin namalowany tuszem
Pierwsze, co zwraca uwagę, to rysunki, a w szczególności praca tuszem. Co prawda jest to komiks kolorowy, ale barwy są przygaszone. Dominują beże i khaki. Tu już nie ma rozmachu III Rzeszy i rubinowych sztandarów rozwieszonych po placach. Co nie dotyczy okładki. Przeleciało mi przez głowę, że miasto ruin wyglądałoby jeszcze bardziej ponuro, gdyby pozostawić tylko warstwę tuszu. Kojarzyły mi się realistyczne komiksy Manu Larceneta, przede wszystkim „Raport Brodecka”, ale „Droga” też kołatała mi po głowie, dlatego że została wydana u nas w dwóch wersjach. Kolorowej i czarno-białej.
Na zniszczone miasto, pełne życia, bo znajdziemy i mieszkańców, i wojska, zwłaszcza okupujące miasto, a widzimy i aliantów, i siły Związku Radzieckiego, patrzymy okiem reportera. Narracja przerywana jest czasem spojrzeniem na miasto i zburzone budynki. Czasem też widzimy naturę, co znowu przywołuje „Raport Brodecka” i wszechobecne kruki. Dochodzi do dokumentowania, ale nie takiego jak w podręczniku, czyli zwracania uwagi na najważniejsze i często suche fakty. Reporter rozgląda się dookoła i pokazuje obrazy wzbudzające w nim największe emocje.
Historia bez czarno-białych bohaterów
„Trzecia kamera” to komiks historyczny, ale stroniący od papierowych postaci i suchych faktów. Czyli czegoś, co znamy z lekcji historii. Daleki jestem od stwierdzenia, że Niemcy nie byli tą złą stroną w konflikcie, bo odpowiedzialni są za wielkie zło, które rozlało się po Europie, ale ludzie wysuwani tutaj na front nie są ani czarni, ani biali. I mówię tu o obu stronach konfliktu. Alianci w poszukiwaniu prawdy dopuszczają się brudnej gry, a reporter propagandowy to postać, którą trudno winić za wszystkie zbrodnie III Rzeszy.
Dzięki temu czytamy o ludziach, a nie papierowych figurach wojennych znanych z podręczników. Możemy znaleźć też znane z filmów dokumentalnych ujęcia, choćby „Sztandar nad Reichstagiem”, które stało się symbolem zakończenia wojny. Przy okazji poczytać można o kontrowersjach związanych z tym zdjęciem, zwłaszcza o jego inscenizacji.

Intryga ważniejsza od lekcji historii
Najbardziej interesująca jest intryga, choć oczywiście powyższe elementy skutecznie podgrzewają temperaturę. Dowiadujemy się, czym była dla reportera trzecia kamera, choć precyzyjniej wypadałoby powiedzieć „trzeci aparat fotograficzny”. Ten wątek jest kluczowy i bardzo trafia w zaciekawienie, sprawiając, że ta opowieść historyczna przypomina bardziej wciągający kryminał niż nudną lekcję w szkole.
Komiks kończy dość długie posłowie, przez które musiałem się lekko przebijać, zwłaszcza że część właściwa płynie szerokim strumieniem. Można w zasadzie zrezygnować z tego długawego artykułu. Takie teksty w komiksach historycznych często się pojawiają, aby w pełni wytłumaczyć sytuację i zwrócić uwagę na szczegóły. W sumie lepiej tak, niż zamulać komiks i zalewać go treściami, tworząc ściany tekstu.
Świetny komiks historyczny
„Trzecia kamera”, czy nawet tak jak na okładce, z wykorzystaniem cyfry „Trz3cia kamera”, to świetny komiks historyczny. Nie tak fenomenalny jak „Raport Brodecka” Manu Larceneta, ale w moim odczuciu niewiele mu brakuje. Chętnie zobaczyłbym, jak wygląda ten komiks w czerni i bieli na papierze offsetowym. Myślę, że byłoby genialnie. Jest to realistyczne spojrzenie na miasto po kapitulacji, bo patrzy się na ludzi, a nie na politykę, choć przebłyski okropieństwa wojny przypominają, jak wielkie było to zło.
Informacja o wydaniu
Scenarzysta: Cedric Apikian
Ilustrator: Denis Rodier
Tłumacz: Maria Mosiewicz
Wydawca: Egmont
Format: 216x285mm
Liczba stron: 152
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









