Smarkula. California Screaming. Tom 2 – recenzja. Nie Scott Pilgrim, a intryga wciąż przyciąga

Przy pierwszym tomie wkręcałem się powoli w fabułę i powiewającą nad influencerskim światem tajemnicę morderstwa. Przy kontynuacji zatytułowanej „Smarkula. California Screaming” ku mojemu zdziwieniu proces się zresetował i znowu Lottie i jej przyjaciółki działały mi z początku na uzębienie, by w końcu zaintrygować i zostawić z chęcią kontynuowania serii.

Smarkula. California Screaming

To nie jest Scott Pilgrim

„Smarkula” reklamowana jest sloganem „komiks twórcy Scotta Pilgrima”. Scocik jest naprawdę ekstra, a na dodatek doczekał się świetnej ekranizacji, więc rozumiem rynkową wartość takiego marketingu. I może znajdziecie tu nawet trochę nerdowego zacięcia, bo pojawia się wątek San Diego Comic-Con i cosplayu, ale właściwie na tym podobieństwa się kończą. Można też od biedy doszukiwać się podobieństwa w rozwarstwieniu rzeczywistości i onirycznych elementach, ale już byłoby to lekko naciągane. „Smarkula” nie jest „Scottem Pilgrimem”. Równie dobrze można by reklamować „Lolitę” hasłem „od twórcy Głowy do wycierania”, a potem zastanawiać się, dlaczego widzowie czują się wprowadzeni w błąd.

Smarkula. California Screaming

Moda i influencerzy na pierwszym planie

Lottie jest blogerką modową i to naprawdę dobrą oraz odnoszącą sukcesy. Leslie Hung pieczołowicie dba o tę całą otoczkę, ubierając bohaterkę i pokazując, że ma styl. Jest tu masa elementów, na które osobiście nie zwracam uwagi, może dlatego, że nigdy nie interesowałem się modą. Raczej były to dla mnie dziwactwa i najczęściej wybierałem wygodę nad blask i uznanie. Ale właśnie to, że „Smarkuli” nie ilustruje Bryan Lee O’Malley, sprawia, że jest to zupełnie inny komiks niż „Scott Pilgrim”.

Przede wszystkim mamy tu format amerykański i bogatą paletę barw, przez którą plansze migają mi przed oczami i zwyczajnie mnie oślepiają. To wszystko, co tu zobaczycie i przeczytacie, ma sens, niestety wpada w moją ignorancję. Dopiero gdy zapoznałem się z dodatkami, doceniłem kunszt artystki i całą wykonaną pracę. Może wystarczy, że ktoś mi to solidnie wytłumaczy i wtedy wszystko zacznie nabierać sensu?

Smarkula. California Screaming

Tajemnica morderstwa nadal intryguje

Niemniej zostałem przy „Smarkuli” przez wątek morderstwa i zalanej krwią łazienki. I tu robi się dziwnie, bo z początku wydaje się, jakby wszyscy o tym zwyczajnie zapomnieli. Później ten element fabularny rozwarstwia się i odnosi się wrażenie, jakby Bryan Lee O’Malley zapomniał, jak chciał to prowadzić i w panice wymyślał kontynuację.

No i niezmiennie to całe influencerskie bagienko działa mi na nerwy, choć przede wszystkim udawanie, że jest się kimś innym, niż jest się w istocie, i ściemnianie przed kimś, komu chce się zaimponować, że nie lubi się rzeczy, które się lubi, bo może być to dla kogoś obciach. Choć może być to spowodowane tym, że mnie też się to kiedyś przytrafiło i wcale nie jestem z tego dumny.

Czy warto czekać na kolejne tomy?

Znowu, gdy już podjąłem decyzję, że ze „Smarkulą” się rozstanę, zaczyna robić się interesująco i naprawdę chciałbym się dowiedzieć, co O’Malley wymyślił z tajemnicą morderstw, ale chyba szybko to nie nastąpi, bo względem rynku pierwotnego jesteśmy do tyłu z kolejnymi dwoma zbiorczakami.

Lottie to tak naprawdę sympatyczna, lecz pogubiona w social mediach dziewczyna. Podobają mi się gry słowne, zwłaszcza że udało się je zgrabnie przełożyć na nasz język. Ta związana z tytułem, bo można twierdzić, że bohaterka jest zwyczajnie rozwydrzonym smarkaczem, nie dostrzegając jej alergii. Zabawnie wyszła partia, w której brał udział Ash, gdy okazało się, że jego przeciwnik myślał, że będzie lepszy. Zachęcająco wypadły też wątki wprowadzonych postaci drugoplanowych. Moją uwagę przyciągnęli zarówno Bonnie, jak i Virgil. Czekam na rozwinięcie, bo oboje znikają gdzieś w międzyczasie. Także, no co. Nie wińcie mnie, ale chyba zostanę jeszcze przy tej serii.

Informacje o wydaniu

Scenarzysta: Bryan Lee O’Malley, Leslie Hung
Ilustrator: Leslie Hung
Wydawca: Nagle Comics
Seria: Smarkula
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 136
Oprawa: Miękka
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: