Kapitan Żbik. Kolekcja. Tom 2 – Kapitan Żbik. Złoty Mauritius (#17)

No i zdecydowałem się na drugi tom żbikowej kolekcji od Hachette, choć cena już wznosi się do trzydziestu złotych. Kolejne tomy stabilizować się będą już na docelowym pułapie 45,99, w prenumeracie 3 złote taniej. „Kapitan Żbik. Złoty Mauritius” skusił mnie rysunkami Bogusława Polcha, którego zarekomendował sam Grzegorz Rosiński. I co prawda aż tak świetnie jak w poprzednim odcinku nie jest, ale i tak jest zaskakująco dobrze.

Kapitan Żbik. Złoty Mauritius

Bogusław Polch wkracza do kolekcji

Nie da się znać wszystkiego, więc wybaczcie, że „Kapitan Żbik” nie jest obleczony w moich wspomnieniach melancholią. Pewnie mogłem sprawdzić tę serię wcześniej, skoro lubię choćby to, co Grzegorz Rosiński robił w Thorgalu. Polcha też kojarzę, więc pewnie po nitce mogłem dojść i do tego kłębka. Stawiałem „Kapitana Żbika” w szeregu z innymi komiksami z PRL-u z raczej toporną narracją i mocno jednak przeszacowywałem. Bo owszem, może i Milicja jest tu pokazywana w przesadzonych superlatywach. Znowu jednak dostajemy niezłą kryminalną zagadkę, sporą dozę akcji i dynamikę godną wciągającego serialu.

Kapitan Żbik. Złoty Mauritius

Na pewno na uwagę zasługuje podział kadrów. W większości Polch dzieli stronę na cztery kadry, przez co na planszy jest dużo powietrza, strony nie są ciasne, a w klatkach nie poupychano dużo postaci. Po drugie, sceny akcji przedstawiane są w sposób, którego pozazdrościliby twórcy superbohaterów. Widać, że artysta interesował się sztukami walki. Rzut przez ramię pokazany jest w sposób wzorcowy. Potraktować by go można jako instruktaż do wykonania.

Złoty Mauritius trąci trochę myszką

Główna intryga trąci trochę myszką, bo młodzież na bank nie zrozumiałaby, czemu jakiś znaczek miałby być cenny. A już na pewno ze zdziwieniem przyjęłaby wiadomość o klaserach z kolekcjami, które otwierało się z przyjemnością. Tak, tak, staruszku. Poopowiadaj jeszcze.

Nie brakuje i tutaj klasyków polskiej motoryzacji. Bez trudu rozpoznacie auta z tamtej epoki, ja nawet troszkę pamiętam czasy, w których można je było zobaczyć na drogach. Twarze za to są poupraszczane, może nawet ciut za bardzo. Okładka jest właściwie jednym z kadrów, z dodanymi szczegółami, ale w zasadzie jest całkiem niezła.

Narrator, który nie był potrzebny

Jedyne, na co bym ponarzekał, to nieufność, że Polch poradzi sobie z narracją i asekurację narratorem. To zdecydowanie najsłabsze momenty tego zeszytu. No i lekko rozśmieszył mnie dialog, w którym stwierdzono, że główny złol jest „bandytą i łobuzem”, bo chwilę wcześniej zabił psa. Przysięgam, że po utracie pupila nikt na świecie nie byłby na tyle powściągliwy i raczej w słowach by nie przebierał.

Kapitan Żbik. Złoty Mauritius

Hachette czy Ongrys?

Przede mną właściwie decyzja, czy zaprenumeruję „Kapitana Żbika”, czy powoli będę sobie zbierał zeszyty od Ongrysa. Bez dodatków, bez grafik, bez fantów z prenumeraty, a zeszyt narysowany przez Szłapę nawet trochę kusi. Ale za to w dużo niższej cenie. Z zeszytami Rosińskiego i Polcha chciałbym się zapoznać, te dwa odcinki, które poznałem, są bardzo obiecujące, a zeszyty Wróblewskiego też kuszą.

Niby fajne są te dodatki, notki biograficzne albo rozważania o PRL-u czy innych genialnych detektywach. Ale czy do pełni szczęścia są aż tak potrzebne? Ale jaka będzie moja finalna decyzja? Na tę chwilę naprawdę nie wiem.

Czytaj dalej: Kapitan Żbik. Kolekcja. Tom. 1. Kapitan Żbik. Skoda TW 6163 (#27)

Informacje o wydaniu

Scenariusz: Władysław Krupka
Rysunki: Bogusław Polch
Publicysta: Kamil Śmiałkowski, Maciej Jasiński, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski
Wydawca: Hachette
Druk: Kolor
Oprawa: Twarda
Format: 210×297 mm
Liczba Stron: 44

Share This: