Horda kontrwiatrowa. Księga 1 – recenzja komiksu Erica Henninota
Przez komiks „Horda kontrwiatrowa. Księga 1” nie przelatuje się niczym latawiec porwany porywistym wiatrem. Wręcz przeciwnie. Czuć uparte parcie pod wiatr. Krok za krokiem. Na końcu jednak dzieje się coś dziwnego. Gdy trzeba pożegnać się z drużyną, chciałoby się z nimi iść dalej. To nie jest już obca czytelnikowi banda w deko bezsensownej misji, a grupa, której los nie jest obojętny.

W skrócie
Krok za krokiem pod wiatr
Trzeba przyznać, że wydawnictwo Lost in Time zasunęło konkretną dawką, choć niby „Horda kontrwiatrowa. Księga 1” to trzy oryginalne zeszyty. Z tym że każdy to ponad 70 stron. I no niby te 230 stron to nie jest jakaś potężna liczba, zdarzało się czytać już grubsze albumy, ale zobaczcie, jak wykonane są plansze. Przypomina mi to sytuację z „Armady” Morvana. Kadrów na dużej stronie jest tyle i są tak ułożone, że komiks trzeba przysunąć blisko do twarzy, bo tylko wtedy dobrze można się wpatrzeć w ilustracje i stanąć z postaciami twarzą w twarz.
W związku z tym podróż po planszy swoje zabiera, zwłaszcza że postaciom zdarza się zagadać albo lider hordy musi akurat wygłosić mowę motywacyjną, aby drużyna znowu ruszyła do przodu. Oczywiście to nie jest tak, że „Horda kontrwiatrowa” jest jakimś rip-offem „Armady”, nie ma mowy o plagiacie, nawet stylistycznym, ale znowu skojarzenie jest dość mocne, wystarczające na polecajkę.
Jak narysować wiatr?
Komiks Erica Henninota to adaptacja powieści Alaina Damasia, trudno oceniać przekładkę, nie znając oryginału, ale można podotykać materii. Autor książki zostawia wyobraźni czytelnika pracę stworzenia obrazów, ale fakt, że te pojawiają się w głowie same. Czytając komiks, większość z tej pracy została już wykonana. Projekty postaci, świat i warunki. I tu pojawiają się schody. Nie ma tu miast czy bujnej roślinności. Akcja rozgrywa się na świecie, na którym… wieje.

I tu się okazuje, że komiks jest genialnym medium, aby pokazywać coś, co w rzeczywistości jest nieuchwytne. W jednym statycznym obrazie jest to sztuka trudna, ale nie niemożliwa, co uchwycił choćby Józef Chełmoński na „Babim lecie”. Wszystko w łapach artysty, a wystarczy sprawna sekwencja, aby na planszach zaczęło wiać.
Horda to też ludzie
Jest tu konkretna misja do wykonania, 34. horda kontrwiatrowa dotrzeć ma do źródła wiatru. No bo jeżeli wieje, to chyba skądś, prawda? No ale poprzednikom się nie udało, może więc ta cała misja to tylko mrzonka, marzenie, sztuczny cel albo wymyślony powód, aby ludziom na tej planecie chciało się rano wstawać.
Horda musi być twarda jak diament i w parciu naprzód ma właśnie taką konstrukcję. W szczycie znajdziemy lidera, upartego i porywczego. Za nim kroczy książę. Na bocznych wierzchołkach znajdziecie skrzydłowych. W środku dla ochrony ustawia się skrybę, aeromistrzynię i lekarkę. Z tyłu drużynę wspierają kły, dbając, by struktura się nie rozrywała. Każdy jest ważny, ale tylko działając razem, mogą się poruszać do przodu.

To w sumie takie życiowe, jeżeli znajdowaliście się w jakiejkolwiek grupie, działaliście w drużynie, wykonując jakiekolwiek zadanie, to znacie już te mechanizmy. Osobiście nie powiedziałbym, że lider musi się ciągle wydzierać na wszystkich, ale tak go często wszyscy widzą. Wolę bardziej empatyczny styl. Przywódca, który nie dba o swoich, idzie do przodu, ale szybko zostaje sam.
Co kryje się u źródła wiatru?
Na czytelnika spływa szereg nastrojów i mnogość punktów widzenia. Szybko nie widzi się tylko anonimowych członków drużyny. Widzi się prawdziwych ludzi, przeżywających swoje trudności, prących w kierunku swoich marzeń i zbierających żniwo swoich wybujałych ambicji. Są wzloty, ale też i rozczarowania. Zaczyna też być trudno, ale nie tylko dlatego, że wieje. Bo wieje cały czas, czasem mocniej, czasem lżej.
W czasie wykonywania misji okazuje się, że cel może być gdzieś indziej. A jest jeszcze bardziej nieuchwytny, niż się na początku wydawało. Rozważania na temat żywca, czyli czegoś na kształt duszy, ludzkiej esencji, okazują się czymś więcej, niż tylko legendarnymi rozważaniami przy ognisku. I tu znowu Henninot popisuje się kunsztem, spójrzcie na „o” w hordzie, bo ma ogromne znaczenie. Ale czy drużynie uda się rozwiązać zagadkę tego świata, tego dowiemy się następnym razem.
Czytaj więcej: Armada. Tom 6
Informacje o wydaniu
Scenarzysta: Eric Henninot
Ilustrator: Eric Henninot
Autor: Alain Damasio
Tłumacz: Jakub Syty
Wydawca: Lost In Time
Seria: Horda kontrwiatrowa
Format: 240×320 mm
Liczba stron: 232
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









