Islander. Wygnanie. Tom 1 – dystopijna przyszłość Europy w monumentalnym komiksie science fiction
Ależ wydawnictwo Non Stop Comics wyłowiło komiksową perełkę. „Islander. Wygnanie” to pierwszy z trzech tomów serii umiejscowionej w niedalekiej, ale dystopijnej przyszłości. Może i to nic nowego, ale nawiązując do klasyków gatunku, panowie Ferey i Rouge wpuszczają mroźny wiatr świeżości, odpowiednio sterując szczegółami zarówno w warstwie scenariusza, jak i graficznej.

Niedaleka przyszłość, która niepokojąco przypomina teraźniejszość
Szybując nad Europą przyszłości, szybko spadamy na ziemię, wprost do jednego z obozów przejściowych. Po licznych katastrofach dochodzi do licznych, spazmatycznych emigracji, które już nie tylko są regulowane, ale wręcz brutalnie tłumione. Można jeszcze niby dostać się z Hawru na teren Szkocji, ale uwarunkowań jest sporo. Trzeba choćby być niekaranym, a mandaty też się liczą.
Czy jest szansa na uratowanie świata? Ano jest. Poznajemy profesora Zizka, pewnego naukowca, czy wręcz światowy autorytet, który w towarzystwie dwóch kobiet i wynajętego draba z króliczą wargą stara się dotrzeć do Islandii. Z tym że ta jest kompletnie zamknięta, a na ich drodze staje Liam, którego poznajemy na samej okładce. Kryzysowa sytuacja wyzwala w ludziach podstawowe instynkty. Zaczyna się walka o życie, już w chwili, gdy staje się jasne, że na następnym statku nie starczy dla wszystkich miejsca. Ba. Na pokład nie wejdą niektórzy z tych, którzy są następni w kolejce.

Ta cała niedaleka przyszłość ma nieznośną manierę rezonowania z teraźniejszością. Bo nietrudno sobie wyobrazić, że za kilka lat dojdzie do tak dramatycznych zmian. W końcu na starym kontynencie emigracje to nic nowego, obozy też nie, choć aż do takich wynaturzeń nie dochodzi, choć mogę się mylić, bo jednak siedzimy sobie w dość komfortowych warunkach. Wszystko dzieje się gdzieś tam, ale z roku na rok coraz bliżej. Kasty, bronienie granic, dbanie o siebie, przetrwanie to zagadnienia nieobce, a w literaturze rozważane już od bardzo dawna. Nawet dzieci pozostawione na wyspie stworzyły brutalną, żądną krwi hierarchiczną społeczność.
Czuć, że w „Islanderze” liczy się chwila. Powolne panoramiczne ujęcia przecinane są przez wybuchy wykorzystywania szansy. Teraz albo nigdy. W końcu Liam stracił już wszystko, nie ma nic do stracenia, więc co zmieni wyszarpanie niewinnej kobiecie paszportu albo wyskoczenie z pędzącej górską drogą ciężarówki? Statek odpływa w ciągu kilku minut, nie pozostaje nic innego jak wskoczyć na ogrodzenie z drutem kolczastym i przemknąć przed uzbrojoną po zęby ochroną.
Monumentalne ilustracje i potęga natury
„Islander. Wygnanie” to komiks, który ma zachwycać swoją monumentalnością, w sposób, jaki może to zrobić tylko natura. Spokojnie możnaby ten komiks zapakować w format amerykański i nadal ilustracje Corentina Rouge’a robiłyby wrażenie. A w dużym formacie? Zwyczajnie miażdży i pozostawia oniemiałym. Czy to wysokie klify, czy rozszalałe morze. Czy rozwinięty drut kolczasty, lodowa pustynia albo ziejąca pustką naturalna pułapka nad wybrzeżem, które w innych okolicznościach pewnie byłoby piękne, gdyby akurat nie urządzono tam więzienia.

Gdy tylko akcja na chwilę zamarza albo spowalniana jest przez niekończące się dyskusje na wysokim szczeblu, bo wiadomo, niektórzy wolą dyskutować zamiast podejmować decyzje, napięcie ciągle się utrzymuje. Czuć, że wystarczy iskra, by doszło do zapłonu. Panowie wciągają w swój świat od pierwszych stron, mają moją ciekawość i zainteresowanie i nie zamierzają ich uwalniać aż do samego końca. Ewentualne oczekiwanie na ciąg dalszy można sobie umilić, sięgając po „Wendigo” z serii Thorgal. Saga albo po „Rio”, które akurat mam do nadrobienia. A niedługo wyjdzie „Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu”, stworzone przez ten sam zespół co „Islander”.
Proroczne science fiction i apetyt na ciąg dalszy
Science fiction potrafi być prorocze, zwłaszcza gdy nie wybiega na zbyt wiele lat do przodu. Co oczywiste, wcale bym nie chciał, aby Caryl Ferey okazał się prorokiem na miarę Orwella, ale możliwe, że nie będziemy mieć nic do gadania. Europa przestanie być przyjemnym do życia miejscem i nic nie będziemy mogli zrobić. Czy „Islander” skończy się dobrze i kim właściwie jest Liam? Oj, chciałbym dowiedzieć się jak najszybciej.

Czytaj więcej: Thorgal. Saga. Wendigo
Scenarzysta: Caryl Ferey
Ilustrator: Corentin Rouge
Tłumacz: Jakub Syty
Wydawca: Non Stop Comics
Seria: Islander
Format: 235×310 mm
Liczba stron: 160
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









