Marvel Must-Have. Tom 10. Sub-Mariner. Głębia
Obiecałem sobie, że będę kupował kolekcję Marvel Must-Have wyrywkowo i tak robię. Tom 10., czyli „Sub-Mariner. Głębia”, przyciągnął mnie dwoma nazwiskami. Peter Milligan, scenarzysta nieszablonowych scenariuszy, znany choćby z pracy w imprincie Vertigo („Twarz” czy choćby „Shade” – więcej tu KLIK). Oraz Esad Ribić władający fotorealistycznym stylem, znany choćby z „Thora. Bogobójcy”. Panowie biorą na warsztat jedną z najstarszych postaci w Marvelu, a wynik ich pracy jest niezwykły i intrygujący.

Superbohaterski dziadek
Namor pojawił się po raz pierwszy w 1939 roku, gdy szef Timely Comics postanowił mieć swoją wersję superbohaterów. W Marvel Comics #1 obok Sub-Marinera stworzonego przez Billa Everetta pojawił się też oryginalny Human Torch, ale też chłopiec wychowujący się samotnie w dżungli, zwany Ka-Zar. Oś czasu sięga aż do tego starego komiksu, co daje pełny historyczny obraz. Komiksiarze często obierają dużo późniejszy punkt początkowy, nie przekraczając punktu, w którym po raz pierwszy pojawiła się Fantastyczna Czwórka w roku 1962, zapominając trochę o Złotej Erze.
A do czasu jego przywrócenia na łamach Fantastic Four #4 Namor często pojawiał się w antologicznym Marvel Mystery Comics, w tym po raz pierwszy na okładce w czwartym zeszycie, dostał swój tytuł i wplątał się w pierwszy cross-over w historii wydawnictwa, ścierając się z Human Torchem na łamach dwóch magazynów.

Horror psychologiczny zamiast superbohaterskiej łupaniny
Niemniej przed lekturą „Głębi” nic z tego, co wydarzyło się w tych starych komiksach, nie trzeba wiedzieć, bo właściwie Peter Milligan tworzy osobną fabułę, którą spokojnie można nazwać horrorem psychologicznym, a sam pierwszy antybohater Marvela pojawia się w roli mitycznej czy nawet legendarnej, a może i jako koszmar albo ułuda. Na pokładzie łodzi podwodnej objętej misją naukową dochodzi do szeregu napięć wywołanych izolacją, ciężkimi warunkami i rosnącym ciśnieniem. Otrzymujemy studium psychologiczne dowodzącego misją, w którym odrzucanie rzeczy niemożliwych miesza się z halucynacjami bądź… no właśnie. Prawdą.

Kolekcja Marvel Must-Have znowu dotyka poważniejszych i brutalniejszych treści, a „Namor. Głębia” to komiks, który dojrzałego czytelnika zaintryguje. Jeśli ktoś szuka tu porządnej łupaniny obleczonych w spandeks superbohaterów, to zwyczajnie się zawiedzie. Peter Milligan schodzi głęboko i może dla kogoś, kto chciałby poznać Sub-Marinera, nawet za głęboko, bo Namor w tym komiksie nie wypowiada ani słowa. Superbohaterowie przyzwyczaili nas, że u ich boku możemy zwiedzać wszelkie miejsca na Ziemi, pod powierzchnią czy wysoko nad głowami, a nawet w kosmosie czy innych wymiarach. Z załogą łodzi podwodnej zanurzamy się w mroczną głębinę, rozświetlaną tylko wątłą wiązką światła. Celem jest zobaczenie Atlantydy, ale ta pokazana jest tylko na wątpliwej jakości nagraniu.
Mrok głębin i fotorealizm Esada Ribića
Do tej historii styl Esada Ribića pasuje doskonale. Barwy są przygaszone, gra światłem jest genialna, a plansze wręcz toną w mroku. Podróż łodzią podwodną w tym wykonaniu przypomina trochę loty w kosmicznej pustce z ilustracjami Simone’a Di Meo w „Znajdujemy ich, gdy są już martwi”. Załogi obu statków narażone są na podobne niebezpieczeństwa i skutki izolacji. Krążą między wysuniętymi placówkami kontrolnymi, badają nieznane, a opuszczenie pokładu oznaczałoby niechybną śmierć.

Zresztą wnioski z ekspedycji naukowej w poszukiwaniu Atlantydy można też dopasować do podróży kosmicznych. Wiadomość, że tam coś albo jest, albo nie jest nikomu do niczego potrzebna, albo wywołać może więcej złego niż dobrego. Może nawet zbiorową histerię. To w sumie tłumaczyłoby, czemu ludzie od dawna nie latają na Księżyc, a do Marsa jeszcze nie dotarli.
Warto wybrać się w tę podróż z Peterem Milliganem i Esadem Ribićem, nawet, a może i zwłaszcza, gdy nie czyta się komiksów z superbohaterami. Zresztą Namor zawsze stał trochę z boku i uchodził raczej za antybohatera. Spokojnie ten komiks można dać komuś, kto uważa komiksy za durne opowiastki dla dzieciaków. Tu znajdziecie strach i rozpadającą się psychikę człowieka, podobnie jak w „The Thing” Carpentera. Im dalej, czy głębiej w fabułę, tym coraz częściej bohaterowie giną lub popadają w obłęd jak u Lovecrafta. Finalnie nie ma pewności, czy Namor to rzeczywiście władca Atlantydy, czy tylko wymysł.
Scenarzysta: Peter Milligan
Ilustrator: Esad Ribic
Wydawca: Hachette
Seria: Marvel Must-Have
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 120
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Papier: kredowy









