Ta teksańska krew. Tom 1 – recenzja komiksu KBOOM western noir w Teksasie

Wydawnictwo KBOOM powraca z lekkiego letargu, na ten rok zapowiedziano kilka gorących nowości, a pierwszą z nich jest Ta teksańska krew. Tom 1 z trzech. Na pokładzie Jacob Phillips jako rysownik, do tej pory poznać go można było jako kolorystę takich serii jak „Criminal” czy „Reckless” do rysunków swojego ojca. Nie każdy ma to szczęście współpracowania z Edem Brubakerem, ale Chris Condon daje ognia i zabiera nas do najbardziej amerykańskiego z amerykańskich stanów USA.

Ta teksańska krew. Tom 1

Ameryka do potęgi

Nadal muszę korygować swoje myślenie o Stanach Zjednoczonych. Miałem w zwyczaju myśleć o nich jako o jednym kraju, zapominając terytorialnie jak wielką powierzchnię zajmują. Tymczasem taki Teksas jest większy od Polski, ma swój klimat, gorąco jest w nim prawie cały rok. Półpustynie i prerie z charakterystycznymi kaktusami. No i trochę stereotypowo, ale jednak. Każdy ma broń i dba o swoją wolność osobistą.

Ta teksańska krew. Tom 1

Teksas to Dziki Zachód i kowboje, nie dziwi więc, że fabuła komiksu „Ta teksańska krew” obraca się wokół szeryfa. Joe Bob Coates właśnie skończył 70 lat, leżąc w łóżku ze zdziwieniem odkrywa, że w zasadzie to niewiele się zmieniło. Owszem, taki wiek to nie przelewki, doświadczenie jednak swoje robi i to czuć, twardziel ma swoje ścieżki w hrabstwie Ambrose wydeptane dosyć mocno.

Konstrukcja fabuły

Pierwszy zeszyt zawiera lekką introdukcję. I samego szeryfa, i stanu, i ludności, pokazując jej mentalność. Rutyna miesza się tu z gorącym powietrzem, wypełnionym dodatkowo mdłym country i legendami. Jeśli czytelnik da się zwieść zwyczajną obyczajówką i straci czujność, dostaje niepokojącą końcówkę. Trzeba uważać, z kim się siada na pustyni do ogniska, bo duchy Teksasu nigdy nie śpią.

Ta teksańska krew. Tom 1

Po takim początku czytelnik jest już gotowy do dłuższej opowieści. Na pierwszy plan wychodzi Randy Terrill, pisarz który po śmierci brata wraca z Los Angeles do rodzinnego miasteczka. To nie jest rutynowa wizyta czy zwykła wycieczka po znanej okolicy. To lepka, wciągająca niczym bagno próba zmierzenia się z własną przeszłością, porzuconą bardzo dawno. Jak to w takich powieściach bywa, pojawiają się duchy przeszłości, które przy okazji wywracają delikwentowi dawno ułożony porządek, czego przykładem jest choćby dawna miłość Randy’ego.

Jak ojciec tak i syn

Jacob Phillips wpisuje się swoją warstwą graficzną w nowoczesny trend kryminalny. Krecha jest gruba i kanciata, możliwe że syn kiedyś zabierze ojcu robotę. Nie do końca przekonuje mnie cieniowanie bohomazem bez odrywania piórka, ale dobrze wpisuje się to w całość. To komiks o twardym szeryfie, bezwzględnych interesach opartych o ropę i społeczności, która przecierpiała już wiele. Warstwa tuszu i kadrowanie kapitalnie oddają tę ukrytą pod przepoconą koszulą muskulaturę. A kolorystyka podkreśla klimat i zapach gorącego powietrza.

Ta teksańska krew. Tom 1

Pochłaniając „Tę teksańską krew” zapomina się o tym, że czyta się komiks. Uwielbiam sekwencję opuszczenia zbitej butelki po whisky, w której usunięto ramki kadrów, tak aby nie przeszkadzały w locie zmierzającego na podłogę szkła. Świetna jest też scena w barze, z podnoszonym w ułożonych pod ukosem klatkach kieliszkiem, imitując ruch podnoszenia. Nie brakuje panoramicznych ujęć na pustyni potęgujących otwarte przestrzenie i pęd wielkich aut wzbudzających tumany kurzu. A wystrzały rozlegają się na dwustronnych ilustracjach. Na koniec zaś wszystko zalewa czerwień.

Wrócił i zostaje

Nie ulega wątpliwości. Randy Terrill wrócił. Do domu, do starych znajomych i nawyków. A może to Teksas zwyczajnie znowu zaczął krążyć w jego żyłach. Joe Bob Coates to postać jak najbardziej do polubienia. Szeryf zwyczajnie jest tu potrzebny, bo poznając okolicę ciągle odnosi się wrażenie ciągłego zagrożenia. Nawet jeśli ktoś nie wyskoczy z giwerą, kelnerka nie zrzuci twojego talerza ze stołu i nie każe ci wypierniczać, to może się okazać, że to na co patrzysz, niekoniecznie jest tym, czym się wydaje. Nawet spokojnie wyglądająca pustynia skrywa swoje tajemnice. No, no. Czekam zarówno na kontynuację, jak i na inne tytuły, które KBOOM postanowiło przedstawić polskiemu czytelnikowi w tym roku.

Scenarzysta: Chris Condon

Ilustrator: Jacob Phillips

Tłumacz: Bartosz Czartoryski

Wydawca: KBOOM

Seria: Ta teksańska krew

Format: 170×260 mm

Liczba stron: 168

Oprawa: Miękka

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: