Obserwatorzy – recenzja komiksu Vaughana i Henrichona

„Obserwatorzy” to komiks duetu Brian K. Vaughan / Niko Henrichon, którzy dostarczyli nam „Lwy z Bagdadu” (Mucha Comics 2008). Ich nowy komiks ma pobudzać. Intelektualnie i obrazami, bo w większej części jest erotykiem i to takim twardym. Niemniej, jeśli lubicie Vaughana za komiksy science fiction, to tu też znajdziecie coś dla siebie, bo akcja dzieje się w Nowym Jorku w przyszłości.

Obserwatorzy

Wpada w oko

Jak idzie wywnioskować z okładki, mamy dwóch bohaterów. Val i Sam pochodzą z różnych czasów, ale łączy ich jedno. Oboje nie żyją, ale podobnie do wielu umarłych błąkają się po mieście, zanim przejdą na drugą stronę. Vaughan wymyślił to sobie tak, że dusza po śmierci wygląda dokładnie tak, jak wyglądała dana osoba w połowie swojego życia. I jest dokładnie ubrana w to, co w tamtym momencie. Niby spoko, taka sprawiedliwość i dążenie do mediany, ale dochodzi do dość groteskowych przypadków, bo przecież nie całe życie spędzamy ubrani. Ale przecież wszyscy, którzy to widzą, są martwi, więc co im to przeszkadza.

Te oczy z okładki, a właściwie obwoluty, bo pod spodem jest inny obrazek, całkiem zabawnie zgrywały się z otoczeniem, bo czytałem ten komiks na izbie przyjęć nocnego dyżuru okulistycznego. Nikt raczej się nie rozglądał, co to za bezeceństwa akurat czytałem, bo ten album w małym formacie bez problemu można było otwierać tak, aby nie zwracał na siebie uwagi, zresztą biedacy bez wyjątku mieli coś z oczami, więc rozglądanie raczej ich nie interesowało.

Jest na co popatrzeć

A to obserwacja jest tu głównym tematem. I to pod wieloma kątami. Val wykorzystuje to, że jest duchem i nie ma żadnej misji czy sprawy do załatwienia, jak to miał Patrick Swayze, więc robi to, na co ma ochotę. Podgląda pary w intymnych sytuacjach. Potraktować to można tak jak oglądanie seriali, bo „ofiary” są wybierane, obserwowane we wczesnym stadium, gdy dochodzi do przeskakiwania pierwszych iskier, ale czasem są i rozczarowania.

Sam jest fascynacją Val nieco zgorszony, no w końcu to człowiek starszej daty. Opowiada o swojej podróży po układzie słonecznym, która prawdopodobnie była niemiłosiernie nudna, ale biorąc pod uwagę taką możliwość i fakt, że człowiek fizycznie dotarł tylko do Księżyca, to nie powiem, nadal brzmi to interesująco, choć może nie aż tak pobudzająco, aby poczuć uderzenie dopaminy.

Niko Henrichon pięknie namalował ten komiks, w wielu momentach jest ostro, ale są też plansze, które są zwyczajnie piękne. Mały format został wykorzystany co do cna, świetne są zwłaszcza dwustronicowe ilustracje, po których czasem bohaterowie się przechadzają bez ramek kadrów. No czy tam przelatują, bo w końcu są duchami. Co ciekawe, świat żywych jest pokazany w szarościach, a to duchy są kolorowe, no może i ma to sens. Standardowych sekwencji też nie brakuje, wiele scen płynie, bo są rozegrane w filmowy sposób.

Obserwatorzy

Popkulturowi obserwatorzy

A właśnie, co do filmów, bo sporo miejsca poświęcono tej rozrywce. W przyszłości rozpowszechniony jest VR w połączeniu z technologią dość śmiesznie, ale i trafnie określaną termomiksem. W dialogach dużo miejsca dedykowano analizie filmów fabularnych. Nie bez powodu wspominałem o roli Patricka Swayzego w „Uwierz w ducha”. Ale jest też o fascynacjach i „scenach”. Co ciekawe, Val bardzo długo opowiada o pierwszym Terminatorze, którego też oglądałem po raz pierwszy jako dzieciak, ale sceny miłosnej w ogóle nie kojarzę. Za to w mózg wryła mi się scena, w której Schwarzenegger wyjmuje sobie oko, co śniło mi się po nocach i zostało zresztą tu przytoczone.

Z nawiązaniami do popkultury jest szeroko, oprócz filmów pojawia się też muzyka i to naprawdę dobra, choć od „Sour Times” dużo bardziej wolę „Roads”. Wyhaczyć też można, że psychopaci biegający po mieście z karabinami i odliczający swoje ofiary zakładają maski postaci znanych z komiksów. Oczywiście o internecie i co tam można znaleźć też jest.

Finał i podsumowanie

Obserwatorzy dążą do finału i to takiego z odliczaniem. Świat pogrąża się w chaosie i staje na skraju apokalipsy. Bohaterowie poszukują czegoś specjalnego, aby uświetnić koniec świata, a pomysłodawcą jest tym razem Sam. Ten komiks ma swoje momenty i nie mam na myśli tylko „momentów”. Vaughan płynie z rozważaniami bardzo szeroko i wcale się nie zdziwiłem, gdy bohaterowie nagle się odwrócili i bezczelnie przemówili do mnie z kartek komiksu. No w końcu czytelnik i w tym przypadku nie jest kim innym jak obserwatorem.

Czytaj więcej: Y. Ostatni z mężczyzn. Tom 1 – postapokalipsa w nowej odłonie

Informacje o wydaniu

Scenarzysta: Brian K. Vaughan

Ilustrator: Niko Henrichon

Tłumacz: Olga Mysłowska

Wydawca: Nagle Comics

Seria: Obserwatorzy

Format: 150×230 mm

Liczba stron: 344

Oprawa: Twarda

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

 

Share This: