Nawet nas tu nie ma. Tom 2 – emocjonalne science fiction o tożsamości

Ale czad. Rok temu cieszyliśmy się z pierwszego tomu i debiutu Filipa Jędrzejewskiego, a już ląduje „Nawet nas tu nie ma. Tom 2”. Czy trzeba więcej do szczęścia? Kontynuacja ma więcej stron i nadal jest to świetne science fiction, choć w deko innym klimacie. Emocje jednak pozostają te same!

Nawet nas tu nie ma. Tom 2

Nawet nas tu nie ma wraca w świetnym stylu

Kilka słów o okładce, bo warto na niej się przez chwilę zatrzymać. Po pierwsze znowu kapitalna kolorystyka, choć tym razem bez różu, czy amarantów. Niby prosto, bo fiolety z niebieskim, ale efekt… Zwyczajnie kosmos. Ilustracja też świetna, nieco przypomina mi scenę z Arnoldem Schwarzenegerem z „Pamięci absolutnej” z 1990 roku, choć Jędrzejewskiemu nie o kamuflaż chodzi, a poczucie tożsamości w świecie, też tym wirtualnym.

Wspominałem, że kontynuacja nieco różni się klimatem. Przede wszystkim ma własną konstrukcję i, gdyby się uprzeć, drugi tom można przeczytać bez znajomości pierwszego. Poprzednio obserwowaliśmy kwitnącą relację między Kidem a Sun na tle służby na Marsie. Po powrocie na Ziemię bohater musi poukładać sobie życie i emocje od nowa. Jeżeli chcielibyście zobaczyć, jak odległość między planetami wpływa na relację, to raczej tego nie dostaniecie, choć przestrzeń wirtualna, jaką jest Datasfera, umożliwia wręcz realne spotkania.

„Nawet nas tu nie ma. Tom 2” skupia się przede wszystkim na problemach społecznych Kida i jego bierności względem tego, co na niego spada oraz jak przeżywa swoje życie. Wpada w ciąg zdarzeń, z których nie może się wyswobodzić, a wszelkie zmiany dyktowane są z zewnątrz. Czy to przez rodziców, szkolne władze czy pracodawcę. Patrzy się na to boleśnie, bo zwyczajnie też mogę znaleźć w swojej historii takie momenty, w których biernie przyjmowałem to, co na mnie spływało, i płynąłem z prądem.

Science fiction o tożsamości

Filip Jędrzejewski nie odkrywa w gatunku niczego nowego, bo teoria metawersum ma już swoje lata. Temat był przecież podejmowany choćby w Matrixie czy na łamach Métal Hurlant (zajrzyjcie do piątego numeru). O kopiowaniu świadomości można też poczytać w „Upgrade Soul”. Autor skupia się przede wszystkim na problemach społecznych i uczuciach głównego bohatera. Sama technologia pozostaje gdzieś w tle, więc nie doświadczymy tu technologicznego bełkotu. Jędrzejewski skupia się raczej na rozważaniach, zaletach, ale też obawach dotyczących tego, czy przy kopiowaniu mózgu do cyberprzestrzeni tożsamość nie zgubi się gdzieś po drodze.

Kim jest Kid? Skoro mówi o algorytmach, to przecież schodząc do samych podstaw funkcjonowania mózgu, uczymy się według wzorców. Programujemy się, obserwując rodziców, nauczycieli czy ludzi ze swojego otoczenia. Czym więc jest tożsamość i gdzie się znajduje? Gdzieś pomiędzy, wewnątrz, a może zupełnie gdzie indziej.

Szara codzienność i komiksowe inspiracje

Mimo świetnych kolorów na okładce, w środku ich nie ma, tak jakby dla podkreślenia szarej egzystencji. Ten komiks jest czarno-biały, a kreska Jędrzejewskiego kieruje się w stronę prostej linii z cartoonowym zacięciem. Pod względem graficznym przypomina mi to dokonania Frederika Peetersa, zwłaszcza jego „Lupusa”, którego nadal nie mam w całości. Zresztą to wygląda tak, że obaj panowie rozprawiają się ze swoimi problemami i opowiadają historię pod płaszczykiem science fiction.

A jeśli nie, to Jędrzejewski opisuje problemy, które już dobrze znamy. Owszem, metawersum na szeroką skalę jeszcze nie istnieje, ale kryzysy tożsamości już dziś rozwijają się wokół portali i aplikacji, po które dzieciaki sięgają od najmłodszych lat. Nie jestem za zakazywaniem czegokolwiek swoim dzieciom, ale racjonalność i świadomość problemów powinny być brane pod uwagę.

Nawet nas tu nie ma. Tom 2

Nostalgia i komiksowe smaczki

Aha, Filip Jędrzejewski urodził się w 1997 roku, więc na bank nie czytał w połowie lat 90. tych komiksów co ja, ale widzę tu trochę fascynacji komiksami z tego okresu. Są choćby telewizorki ze „Spawna”, które Todd McFarlane podpatrzył u Franka Millera. Jest medyczny eksperyment z plątaniną kabli przywodzący rządowy program o kryptonimie „Broń X”. I jest pusta plansza z jednym dymkiem i małą postacią, tak jak to było w „Ostatnich łowach Kravena”. Chyba, że autor pogrywa sobie ze mną i moją nostalgią.

Ten tom ma swoją dynamikę, rozpętuje burzę myśli, jest deko przegadany, co autor komentuje w autorecenzenckim stylu, gdzieś po środku opowieści. Sam finał jednak już płynie i w szybkich migawkach wyprowadza kierunek pod kontynuację, która… zapowiada się świetnie!

Czytaj więcej: Nawet nas tu nie ma. Tom 1

Scenarzysta: Filip Jędrzejewski

Ilustrator: Filip Jędrzejewski

Wydawca: Kultura Gniewu

Seria: Nawet nas tu nie ma

Format: 195×260 mm

Liczba stron: 144

Oprawa: Miękka

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

Share This: