Władza. Mistrz sanktuarium. Tom 2 – recenzja komiksu
Czy ludzie w końcu zniszczą Ziemię albo chociaż wywołają zagładę swojego gatunku? Jest na to szansa. Czy potem planetę zamieszkają zmutowane zwierzęta mówiące i poruszające się jak człowiek? Zdziwiłbym się bardzo. Niemniej postapokaliptyczne wizje z antropomorficznymi zwierzętami dają lekko do myślenia, czego „Władza. Mistrz sanktuarium” jest przykładem. Choć wzbudzanie poczucia winy czy bicie na alarm to raczej ich drugorzędna rola, bo jednak liczy się rozrywka. Krwawa, ale jednak.

W skrócie
Czy ludzie naprawdę zniszczą Ziemię?
Dawno temu na portalu Czas na komiks pojawił się tekst o pierwszym tomie serii, czyli o „Porze demonów”. Jako że ostatnio udało mi się kupić oba tomy w dość rozsądnej cenie, postanowiłem dopisać recenzję o drugim i ostatnim tomie. Choć właściwie to, co się napisze o pierwszym tomie, tyczy się drugiego. I w drugą stronę tak samo. Czytanie obu tomów na raz? O, tak. Wysoce wskazane.
Sylvain Runberg wymyślił sobie to tak, że ludzi na świecie już nie ma, ale nadal nękają mieszkańców zza grobu. Wspominani są w dialogach jako widma, demony czy bogowie zsyłający kataklizmy. Pora demonów to potężne tornado, przed którym trzeba się schronić, a najlepszym miejscem na świecie jest Shrine. Sanktuarium strzeżone przez mnichów.

Akcja polega więc na dojściu do celu, ale nie jest ono jednostajne. To przyspiesza, to zwalnia, no bo przecież nie można cały czas działać na najwyższych obrotach. Na front wysuwana jest trójka namiestników, w skład ekipy wchodzą tygrys, kozioł i gepardzica. Zmierzają do sanktuarium razem z pewną karawaną, ale już solidnie przetrzebioną. I przez naturę, i przez czyhające po drodze komanda rozbójników.
Runberg stosuje narrację, do której musiałem się lekko dostroić. W zasadzie nie występuje narrator, a nawet gdy nad głowami postaci pojawiają się prostokątne boksy, to w nich nadal płyną dialogi. Przez to wszystkich definicji trzeba dowiedzieć się z tego, co jest przekazywane między postaciami. Bezpośrednio lub czytając między wierszami. W związku z tym jest trochę tak, że długo zajmuje zorientowanie się, co na kartkach tego komiksu tak właściwie się dzieje.
Piękny, zniszczony świat
Innego rodzaju problem mam z rysunkami, które właściwie są bardzo ładne, choć pokazują zniszczony świat pokryty dziką roślinnością. Gdzieniegdzie można jeszcze zauważyć resztki ludzkiej cywilizacji, ale w zasadzie miasta zostały zmiecione z powierzchni, tak samo jak i sami ludzie. Z tym że piękne kolory walczą o prym z obrysem, można je obserwować w kadrach w różnej intensyfikacji i właściwie Olivier Boiscommun mógłby się zdecydować. Najlepiej byłoby chyba zostawić wyraźny ołówek i zrezygnować z obrysu, ale ten znowu w wielu miejscach nadaje ostrości.

Runberg znalazł dobre wyjaśnienie dla antropomorfizacji, ale i tak jest mocno oderwane od rzeczywistości i właściwie nie jest nikomu potrzebne. Czytając „Blacksada”, który, nawiasem mówiąc, zalicza tutaj cameo, nikt nie potrzebuje wyjaśnienia, że czarny kot jest detektywem. No jest i tyle. Na dodatek cechy zwierzęce przenoszone są na bohatera, a to akurat u Runberga działa. Gepardzica jest szybka, tygrys silny, a kozioł… uparty.
Walka o przeżycie i władzę
Postapokaliptyczny świat Runberga to miejsce walki o przeżycie, ale też i o władzę. To kiepskie miejsce do zamieszkania, ale nie tylko przez naturę, która oszalała. To samo tyczy się ludności. Ta skacze sobie do oczu i wykształca hierarchię, a ci z góry pogardzają tymi na dole. Rozumiem, że miejsca w sanktuarium może nie starczyć dla wszystkich, ale to, czego dopuszczają się mnisi, to już gruba przesada. Wiem, że budowanie idylli może skończyć się tragicznie, ale tu zwyczajnie mamy arenę i igrzyska. Przetrwa silniejszy.
Władza” to dość ciekawy koncept. Mógłby być lepszy, gdyby był dłuższy, choć możliwe, że fabuła by się rozwodniła i wypłynęłyby na wierzch niedoróbki i dziury fabularne. Runberg napisał otwarte zakończenie, które lekko drażni, bo trzeba sobie samemu zadecydować, czy jest nadzieja, czy nie. A do postapokalipsy z antropomorficznymi zwierzętami wrócę już wkrótce, bo mam do nadrobienia „Solo” od Studia Lain, a niedługo wychodzi nowy tom.
Czytaj więcej: Władza. Pora demonów. Tom 1 – zachwycająca oprawa graficzna i obiecujący początek
Informacje o wydaniu
Scenarzysta: Sylvain Runberg
Ilustrator: Olivier Boiscommun
Tłumacz: Maria Mosiewicz
Wydawca: Egmont
Seria: Władza
Format: 215×285 mm
Liczba stron: 56
Oprawa: Miękka
Druk: kolor









