Serce z betonu. Tom 1 – science fiction od Beaty Pytko
Beata Pytko kocha science fiction! To świetnie, bo ja też, a właśnie ruszyła jej nowa seria w tych klimatach. „Serce z betonu. Tom 1” wyszedł w barwach Nagle, choć pewnie nie zdziwiłbym się, gdyby ta pozycja ukazała się w Kulturze Gniewu, tak jak debiut artystki. Z punktu widzenia czytelnika to żadna różnica, zwłaszcza że dostajemy podobnie gustownie wydany tomik.

W skrócie
Gęsty klimat, izolacja i samotność
Artystka, która jest z wykształcenia architektem, tym razem nie zabiera nas do miejskiej dżungli, którą odnaleźć można gdzieś w sąsiedztwie. „Mord na dzielni” był logicznym krokiem, biorąc pod uwagę doświadczenie, teraz pora na śmielsze kroki. Z tym że właściwie samo science fiction jest tu raczej tłem i wciśnięte jest w jedną z warstw fabuły, a prym wiedzie obyczajówka i studium emocjonalne bohaterki. I to głównie gęsta niczym smoła izolacja i osamotnienie.

To co prawda nie jest wesoły widok, jak się widzi zniszczony świat, technologię przyszłości, która ledwie podtrzymuje przy życiu tzw. inteligentną rasę i cywilizację, która stanęła na skraju wyginięcia i trzyma się na powierzchni ostatkiem sił. Tzn. w tym przypadku akurat pod powierzchnią. Niemniej mi się od razu świecą oczy i każde takie wybiegnięcie w przyszłość przyjmuję z radością. W każdym takim tomiku zaczytuję się bez opamiętania i tak było też w tym przypadku.
List z przyszłości, którego nie chcemy dostać
Niemniej „Serce z betonu. Tom 1” przede wszystkim przytłacza klimatem. Izolacja podsycana jest dodatkowo utratą przyjaciela, choć okazuje się, że to nie jest tak, iż Robin jest całkiem sama. I może to nie do końca jest tak, że samotność, której doświadcza, spadła na nią na własne jej życzenie, ale nauka radzenia sobie z emocjami to główny wątek tego komiksu. Jest to więc emocjonalna opowieść, która przenosi się na czytelnika, łatwo wczuć się w zalane czernią plansze, a pęknięcia pojawiające się tu i ówdzie odczuwa się wręcz fizycznie.
Katastroficzne science fiction to taki list z przyszłości, który wzbudzić ma choć trochę refleksji nad tym, co robimy z naszym światem. Przez małe okienko możemy zajrzeć w przyszłość i na pewno nie nastraja pozytywnie fakt, że ludzie nawet po apokalipsie nie nauczyli się nic, a nic. Co prawda udało się przeżyć, ale sygnały o kolejnej katastrofie są ustawicznie ignorowane. Znamy to? Znamy.

Kolor jako nośnik emocji
Nie jest to komiks czarno-biały. No, może nie do końca, ale plansze uzupełnione są jedną barwą, w zależności od nastroju. I tak, czerwony oznacza niebezpieczeństwa, a żółty żal, chyba że coś czytam źle. Tak czy inaczej, kolory podkreślają emocjonalność tego komiksu. Beata Pytko ma lekko cartoonowy styl przy postaciach, ale potrafi zachwycić ilustracją na dwie strony. Momentami w tym brzydkim i ciemnym świecie jest pięknie.
„Serce z betonu. Tom 1” to pełnoprawny album, ale w zasadzie tempo opowiadania jest na tyle powolne, że przeczytać można ten komiks na raz, no, góra dwa razy. Na dodatek końcówka urywa się w prowadzeniu narracyjnym i wybucha. Jeśli macie dość mozolnego przebijania się przez kolejne strony, to ten komiks jest dla was. Czytania zbyt dużo nie ma, ale do chłonięcia i odczuwania jest bardzo dużo materiału. Drugiego „Mordu na dzielni” raczej bym nie chciał, ale „Serce z betonu”, przez to, że znaczy tak wiele na różnych płaszczyznach scenariusza, chętnie będę czytał dalej.
Czytaj więcej: Mord na dzielni
Informacje o wydaniu
Scenarzysta: Beata Pytko
Ilustrator: Beata Pytko
Wydawca: Nagle Comics
Seria: Serce z betonu
Format: 170×260
Liczba stron: 208
Oprawa: Miękka
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









