Godzilla kontra Uniwersum Marvela
Po dość średniej „Lidze Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong” stwierdziłem, że zobaczę, ile zamieszania wywoła sławny potwór wyłaniający się z oceanu po drugiej stronie mocy. „Godzilla kontra Uniwersum Marvela” to sześć krótkich spotkań Godzilli z najbardziej znanymi postaciami z Marvela. Po zeszycie na rozróbę, krótko i dynamicznie.

W skrócie
Godzilla kontra Uniwersum Marvela – sześć spotkań z potworem
Najciekawsze jednak jest nie z kim, choć mamy tu oczywiście i Avengersów, i Fantastyczną Czwórkę, i Spider-Mana, i Hulka, i w końcu Thora. Ale kiedy! Boom na superbohaterów Marvela ze Srebrnej Ery zaczął się od Fantastycznej Czwórki, a więc pierwsza rodzina Marvela spotyka Godzillę jako pierwsza… w latach 60. Z Hulkiem przenosimy się do lat 70., ale najciekawiej jest ze Spider-Manem, co widać już na samej okładce. Peter pojedynkuje się z Godzillą odziany w symbionta, czyli akcja toczy się po „Tajnych wojnach”, pod koniec lat 80.

Do każdego one-shota został zatrudniony osobny zespół twórczy, a więc nie ma tu mowy o jakimś większym zamyśle. Choć pewnie dobry edytor poradziłby sobie nawet z tak dużym zespołem. Niemniej chodzi o czystą frajdę, ogromną rozpierduchę. Na szali jest całe miasto, świat, a może i całe uniwersum. Godzilla jest strasznie nakoksowana. Gdzieś przeczytałem, że umowa licencyjna zawiera klauzulę, zgodnie z którą potwór nie może zginąć. Jak w takim razie budować napięcie? Ano zwrotami akcji i wprowadzaniem na planszę innych potworów i zagrożeń.
Rozwałka bez hamulców
Dostajemy nieco mniejszy format niż amerykański, z zamysłem zbliżenia się do mang, ale ten komiks czyta się tradycyjnie, od lewej strony. Właściwie rysunki spokojnie poradziłyby sobie na większej stronie, a w ten sposób dochodzi do lekkiej kompresji. Niby fajnie, ale po co? Ku mojemu przerażeniu najpierw lądują rysunki JR JR-a, ale chyba już przyzwyczaiłem się do jego najnowszej maniery i już mi tak bardzo nie przeszkadza.

Właściwie to przez cały ten komiks przeleciałem z uczuciem frajdy. Jest trochę szczegółów, które można by wypatrywać, zwłaszcza jeśli dobrze znacie komiksy Marvela i serie z Marvel Now! nie są dla was starymi komiksami. Ba! Nie boicie się zajrzeć nawet do lat 60., ale dalej w sumie nie trzeba. Niemniej chodzi tu o wparowanie potężnego gracza do uniwersum i wyciśnięcie z niego najwięcej, jak się da.
Godzilla kontra bohaterowie Marvela
Odbieram ten komiks jako odmienianie Marvela przez przypadki. No, dosłownie czego tu nie ma! Głównie dlatego, że Godzilla jest w dwóch stanach. Albo sieje rozpierduchę, albo tymczasowo przyklęka na jednym kolanku, by po chwili wstać i znowu roznosić wszystko w pył. Także to, co dzieje się naprzeciwko, robi wrażenie i świadczy o ogromnym bogactwie Uniwersum Marvela.
A to Mr. Fantastic opracowuje genialny plan, jak powstrzymać potwora, a rodzina rusza mu z pomocą. To X-Meni łączą siły i wspólnie sterują Superadaptoidem. To generał Ross postanawia schwytać inne niż zazwyczaj monstrum. To na scenę wlatuje Fin Fang Foom albo nowy herold Galactusa. Aż w końcu dochodzi do potężnego zamieszania z pewnym czarnym, dobrze znanym symbiontem. Album wieńczy Thor i robi się lekko poważnie.
Godzilla kontra Uniwersum Marvela – guilty pleasure
Ten albumik to czysta rozgrywka i nawet nie udaje, że miałby być czymś innym. Godzilli dawno nie było u Marvela i zwyczajnie czuć frajdę z tworzenia nowych przygód. Co więcej, odbiór był na tyle udany, że postanowiono kontynuować rozpierduchę z Godzillą, tym razem w dłuższych miniseriach. Takie trochę guilty pleasure. Może i to jest dla nastolatków, ale co ja poradzę, że mi się podoba.
Czytaj więcej: Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong
Informacje o wydaniu
Scenarzysta: Ryan North, Gerry Duggan, Joe Kelly, Fabian Nicieza, David Walker, Jason Aaron
Ilustrator: John Romita Jr., Giuseppe Camuncoli, Nick Bradshaw, Georges Jeanty, Aaron Kuder
Tłumacz: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Egmont
Seria: Godzilla
Format:150×230 mm
Liczba stron: 168
Oprawa: Miękka
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









