Departament Prawdy. Sztandar wyprowadzić. Tom 6
„Departament Prawdy. Sztandar wyprowadzić” pojawia się u nas niecały rok po premierze na rynku oryginalnym. Łapiemy więc małe opóźnienie, zwłaszcza że za oceanem wychodzi właśnie siódmy tom. No i co? W sumie nic, bo opowieść o departamencie, który tak naprawdę nie istnieje, leje się gęstym strumieniem, a szybkie tempo spowodowałoby odruch wymiotny. Niczym po zbytnim opiciu się syropu na kaszel.
Departament Prawdy. Sztandar wyprowadzić – w skrócie

Główna intryga i kolejne teorie spiskowe
To jest tak, że Tynion IV, współczesny klasyk grozy, wymyślił sobie Cole’a Turnera jako główną postać, ale w sumie ta definicja szybko stała się płynna. Do tej pory pojawiło się mnóstwo postaci, które niby powinny odgrywać drugie skrzypce, ale raczej przejmowały miejsce w centrum sceny, zamiast zaspokoić się swoją partią w tle. Są typy, które zwyczajnie w tańcu się nie pierniczą, jak choćby Hawk. Ale są też kapitalne postacie jak Ruby, które nie dość, że mają kapitalnie, wręcz odlotowo zaprojektowany wygląd, to jeszcze pod względem charakteru nie da się ich nie polubić.
Cole Turner, do niedawna świeżak, bo chyba wypadałoby przestać o nim już tak myśleć, ciągle ma pod górkę. Jego związek pokomplikowany jest przez jego pracę, a jego mąż wciągany jest w sam środek intrygi. Niby dla dziennikarza temat departamentu, który przez lata okryty był tajemnicą, powinien być spełnieniem marzeń, ale jednak tak pięknie to nie jest. Chciałoby się sympatyzować z typem, ale jednak wszechobecne nieogarnianie sytuacji i kręcenie się w kółko sprawia, że wybiera się kogoś z boku.
Gdzie kończy się rzeczywistość?
Ta seria już dawno sprawiała wrażenie, jakby już się miała kończyć, ale w jakiś sposób Tynionowi ciągle udaje się ją przedłużać, zachowując balans między utrzymywaniem ciśnienia w głównym wątku i rozszerzaniem wiedzy o departamencie. „Departament Prawdy. Sztandar wyprowadzić” to mieszanka tych dwóch elementów. Bo z jednej strony Tynion razem z kapitalnym, ekspresjonistycznym Martinem Simmondsem popychają polityczną intrygę do przodu. Z drugiej zaś strony z Letizią Cadonici sięga do idei odchyleń, czyli krótkich opowiadań o teoriach spiskowych, tym razem jednak przeznaczając na jeden aspekt tulp aż trzy zeszyty.

I w sumie całkiem spoko, bo i wilk syty, i owca cała, choć niby po tylu tomach z ulgą przyjąłbym grzebnięcie do samego dna i rozwiązanie serii w jakimś zaskakującym finale. No, chyba że Tynion nie ma na niego pomysłu, bo tak też może być. Niemniej graficzna awangarda i wpuszczanie powietrza grafikami innych rysowników sprawia, że „Departament Prawdy” raczej się nie nudzi.
„Departament Prawdy. Sztandar wyprowadzić – dwoistość albumu
Tę graficzną dwoistość tego albumu widać już z boku, bo część stron jest czarna, reszta klasycznie biała. Martin Simmonds oprócz swoich ekspresjonistycznych obrazów prezentuje jeszcze kolażowe techniki, widoczne zwłaszcza przy foliowych czapkach. Kreskówkowe elementy w sumie też robią wrażenie. Niemniej jego plansze coraz bardziej przypominają statyczne arcydzieła do podziwiania niż sekwencyjnie ułożone obrazki. Czy to źle? Zależy.
Jeśli brakuje wam płynności, to znajdziecie ją w ósmym odchyleniu opowiadającym o Hatmanie. I mimo że styl Cadonici jest wyraźnie prostszy, to jest też efektywniejszy i zwyczajnie nie aż tak ciężki jak u Simmondsa. Ta część albumu płynie sobie dość swobodnie, choć może nie aż tak gwałtownie jak przecięta tętnica.

Największe wrażenie zrobił na mnie poboczny wątek bezdomnego. Jeśli czytaliście „Blast”, to wiecie, że trzeba na nich uważać. Jeżeli ktoś świadomie wybiera takie życie, to może okazać się niebezpieczny. I niewygodny. Ale nie powiem, popychanie granic rzeczywistości jest też niczego sobie. W końcu Departament Prawdy zajmuje się rozpoznawaniem, co jest prawdziwe, a co nie. A gdyby rozłożyć całość na czynniki pierwsze, to jest to przecież historia przelana na papier. Czasem wydaje się, że postacie w tym komiksie są o krok od samoświadomości. Wtedy jednak wir obłędu okręca bohaterami w drugą stronę i zaczynamy od początku.
Potężny zwrot akcji na zakończenie
Na końcu, czyli w sumie w połowie albumu, znajduje się dość potężny zwrot akcji, oparty na współczesnym i popularnym sloganie „Make America Great Again”. No a kto ma to zrobić, jeżeli nie sam numer jeden w Stanach Zjednoczonych? Co w kraju obleczonym gwiezdnym sztandarem jest prawdziwe, a co jest fikcją, albo przynajmniej jak to widzi Tynion, tego dowiemy się następnym razem.
Czytaj więcej: Departament prawdy. Wolny kraj. Tom 3
Informacje o wydaniu
Scenarzysta: James Tynion IV
Ilustrator: Martin Simmonds, Letizia Cadonici
Tłumacz: Paulina Braiter
Wydawca: Non Stop Comics
Seria: Departament prawdy
Format: 260 x 170 mm
Liczba stron: 176
Oprawa: Miękka
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









