Batman. Nowe Gotham. Tom 1 – recenzja. Batman-Detektyw w akcji

O wow! Takiego Batmana to czytałbym na okrągło. Nowe przygody mnie lekko rozczarowują, „Batman. Nowe Gotham. Tom 1” to może nie jakiś klasyk, ale swoje lata już ma i ćwierćwiecze na karku. W środku znajdziecie 11 zeszytów serii Detective Comics i wszystkie pięć zeszytów serii Batman: Turning Points. Mroczny Rycerz, a w zasadzie bardziej Detektyw, w natarciu. Jest co czytać, można skryć się w cieniu Gotham na kilka wieczorów.

Batman. Nowe Gotham. Tom 1

Nowe Gotham po Ziemi niczyjej

Ten album zaczyna się tam, gdzie kończy się „Ziemia niczyja”, ale właściwie próg wejścia jest dość niski. Jedyne, co trzeba wiedzieć, to że Gotham jest pobojowiskiem po kryzysie, a mieszkańcy podzieleni są na dwie frakcje. Tych, którzy zostali w mieście podczas Ziemi niczyjej, zwie się Regami. Drudzy uciekli, więc zwani są Dezetami, no bo to dezerterzy.

Zgodnie z nazwą serii mamy tu przede wszystkim Batmana jako detektywa prowadzącego śledztwa, zanurzającego się w swoim laboratorium, pracującego przed komputerem, zbierającego poszlaki i współpracującego z komisarzem Gordonem. Oczywiście kryje się w cieniu i oklepuje zbirów, a czasem nawet brutalnie przesłuchuje, ale nie jest to aż tak akcentowane jak w innych seriach i opowieściach.

Batman. Nowe Gotham. Tom 1

Detektyw zamiast superbohatera

Mocno mi się to kojarzy z podejściem Darwyna Cooke’a do tej postaci. Zwłaszcza że rysownicy Detective Comics, z Shawnem Martinbroughem na czele, upraszczają kreskę, kadry zalane są tuszem, a warstwa kolorów sprowadzona jest do dwóch barw. Zmieniają się one w zależności od epizodu. Najbardziej kapitalnie wypada „Rewitalizacja miasta”, bo klasycznie wybrano niebieski i żółty, czyli po jednej barwie z palety kolorów ciepłych i zimnych. Gdy detektyw udaje się do Szwajcarii, jest dużo zielonego, tak samo jak w epizodzie o parku opanowanym przez Poison Ivy. Gdy na scenę wchodzi demoniczna Whisper, po kadrach leje się rubinowa czerwień.

W Gotham dzieje się bardzo dużo. Zaczynamy od lekkiego aftermathu, po czym przechodzimy do pierwszej sprawy. Samo rozwiązanie zazwyczaj jest już tylko formalnością. Większość czasu upływa na rozwiązywaniu, śledzeniu, kamuflowaniu, obserwowaniu, zbieraniu poszlak i przekazywaniu informacji. Gdy wszystko jest ustawione, następuje atak, kilka celnych uderzeń i przechodzimy dalej.

Detective Comics i Turning Points

Ostatni zeszyt serii Detective Comics to komiczny komiks w komiksie, odpowiadający na hipotetyczne pytanie, jak wyglądałby komiks o Batmanie, gdyby tworzył go Two-Face. Czyli scenarzysta i rysownik w jednym, bo przecież ma dwa oblicza. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja się cieszyłem z tej przejażdżki, ale fakt, że jest to ciekawostka, która najprawdopodobniej wylądowałaby w koszu.

W kilkudziesięcioletniej, a całkiem niedługo już stuletniej historii Batmana zdarzyło się już niesamowicie wiele. Gordon słusznie zauważa, że „to się nigdy nie kończy”. Życie tej dwójki naznaczone jest tragediami. I rzeczywiście w historii o Batmanie zdarzają się punkty zwrotne, ale w zasadzie każdy z pięciu zeszytów serii Batman: Turning Points nie opowiada kolejny raz najważniejszych wydarzeń z historii Mrocznego Rycerza i komisarza Gordona. Zegar ustawiany jest zaraz po tych wydarzeniach.

Batman. Nowe Gotham. Tom 1

Podobnie jak w „Thorgal. Saga” otrzymujemy więc wydarzenia gdzieś pomiędzy, choć w Batmanie jest to zaraz po jakimś zmieniającym definicję punkcie. Czy to po pierwszym pojawieniu się Batmana, czy niedługo po wydarzeniach z „Zabójczego żartu”. Akcentowane jest zarówno pojawienie się Robina, jak i śmierć. Oczywiście najlepiej jest wiedzieć, do jakich momentów z życia Batmana artyści się odnoszą. Ja byłem lekko zdezorientowany stalowymi rękawicami Gacka, ale w zasadzie frajda niewiele się psuje.

Różni rysownicy, jeden klimat

Każdy z pięciu zeszytów „Turning Points” rysowany jest przez innego rysownika, choć nie ma tu jakichś dramatycznych zmian stylu. Najbardziej jednak podszedł mi zeszyt ilustrowany przez Paula Pope’a. Wiadomo, co papież komiksów, to papież. Jego styl jest niepodrabialny. W tej serii dostajemy bogatszą paletę barw, choć trochę szkoda, bo podejście do koloru z Detective Comics jest kapitalne. Co prawda życzyłbym sobie jeszcze do tego papier offsetowy, aby wzmocnić pulpowy charakter, ale niech będzie już ta kreda.

Kończąc, świetne to jest! Panowie Greg Rucka, Ed Brubaker i Chuck Dixon czują Batmana świetnie i robią z niego cuda. Fajerwerków nie ma, choć zdarza się, że mrok nocy rozświetlany jest przez jakąś eksplozję. Drugi tom zaplanowany na listopad!

Infromacje o wydaniu

Scenarzysta: Ed Brubaker, Greg Rucka, Chuck Dixon
Ilustrator: Shawn Martinbrough, Brad Rader, John Watkiss, Phil Hester, William Rosado, Paul Pope
Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Seria: Batman: Nowe Gotham
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 464
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: