Thorgal. Selkie. Tom 38
Po zachowawczym tomie „Pustelnik ze Skellingaru” Yann wreszcie wymyślił dla Thorgala przygodę bez oglądania się za plecy. „Thorgal. Selkie” to zamknięta w jednym tomie fabuła, związana z koszmarem każdego rodzica nastolatka. Trzeba wyjść z domu i poszukać szczeniaka, bo się gdzieś zagubił.

W skrócie
Thorgal i Jolan – przygoda ojca z synem
Choć oczywiście to nie jest tak, że Louve sama się wepchnęła w kłopoty, mimo że ma do tego talent. Dziewczynka o wilczym charakterze zostaje porwana, a Thorgal i Yolan biegną jej na odsiecz. Jest to więc przygoda ojca z synem, a sam scenariusz został tak sprytnie skonstruowany, że komiks zaczyna się w samym środku kłopotów. Uwaga przykuta, sprawdzamy, co jest dalej.
Selkie, czyli szkocki folklor w świecie Thorgala
Yann sięga po pochodzące ze szkockiego folkloru istoty, które mogą zrzucić foczą skórę i przemienić się w człowieka. Z Norwegii do Szkocji niedaleko, a Thorgal pływał już dalej. Zresztą sami wikingowie też w rzeczywistości wybierali się na dużo dłuższe wyprawy. Główny hook fabuły opiera się na wątku romantycznym. Selkie, podobnie jak syreny, wdawały się w romanse z ludźmi, choć może to świadczyć nienajlepiej o wyposzczonych, nieco zdesperowanych marynarzach.

Mamy więc tu przede wszystkim Thorgala ojca rodziny, choć za długo w spokoju nie mógł posiedzieć na tyłku. Jest też trochę folkloru, mitów i legend. Tym razem nie ma technologii z gwiazd. Może szkoda, ale jak się spojrzy na okładkę następnego tomu, to nie ma co żałować, bo widać rodowy symbol Syna Gwiazd. Także elementy sci-fi wrócą już wkrótce.
Powrót do klasycznej przygody Thorgala
Tak szybka przygoda to jest to, czego Thorgal zwyczajnie potrzebował po ogromnie rozbuchanej fabule z Czerwonymi Magami. Yann wyrabia się w 48 stronach, aby odpowiednio wprowadzić czytelnika, rozwinąć wątki i wyprowadzić zaskakujące, dynamiczne zakończenie. Jest miejsce na krwawe pojedynki, jest też miejsce na granie samymi sekwencjami, choć bohaterom zdarza się paplanie, jakby byli opętani przez jakiegoś wyjątkowo gadatliwego demona czy tam bóstwo.
Rysunki Vignaux są całkiem przyjemne, w stylu starszych, czy nawet klasycznych tomów. Rosiński stworzył malarską okładkę, ale w środku mamy wyraźny obrys i bogate kolory, choć nie malarskie. Uf, choć fatalna ostatnia plansza z „Aniela” będzie mi się jeszcze śniła.
Thorgal. Selkie – mocny średniak na jeden wieczór
Thorgal kolejny raz pokazuje swoje pragmatyczne podejście do życia. Bardzo wyraźnie odrzuca wiarę w zabobony, pecha i różne inne nadnaturalne efekty. Co dziwi, skoro w swojej historii spotkał wiele mitycznych stworzeń, biegał po lesie z krasnoludkiem czy został wskrzeszony przez samą boginię Frigg. Niemniej Syn Gwiazd po tylu tomach najwyraźniej ma wszystkiego i wszystkich dość. Wszystkie fantastyczne doniesienia ucina krótko i komentuje zdaniami działającymi jak zimny prysznic.

Najbardziej podoba mi się scena z gigantycznym homarem i Louve miotającą się w klatce. Ekstra klimat, niczym z jakiegoś rasowego dreszczowca. „Thorgal. Selkie” to ostatecznie taki mocny średniak, w sam raz na jeden wieczór. I tyle. Nowy tom w drodze, ruszam dalej, aby się wyrobić przed premierą.
Czytaj więcej: Thorgal. Pustelnik ze Skellingaru. Tom 37
Informacje o wydaniu
Scenarzysta: Yann le Pennetier
Ilustrator: Frédéric Vignaux
Tłumacz: Wojciech Birek
Wydawca: Egmont
Seria: Thorgal
Format: 21.5×29.0cm
Liczba stron: 48
Oprawa: Twarda
Druk: kolor









