Kacper i spółka. Klątwa wodnika – wakacyjna przygoda i słowiańskie demony w komiksie dla dzieci
Zdarzało się już Adamowi Święckiemu tworzyć dla dorosłych, czego oniryczny komiks grozy „Wilcze sny” jest doskonałym przykładem, a gdzieś w odmętach hałdy wstydu czeka na mnie „Cela nr 1”. Ale dla dzieci też już tworzył, na bank mam jego „Pana Kawalarza Wilka” z serii książeczek do tarmoszenia przez najmłodszych. „Kacper i spółka. Klątwa wodnika” to trzecia odsłona dla ciut starszych dzieciaków, która działa na mnie jak wehikuł czasu, cofając mnie do czasów, gdy zaczytywałem się w młodzieżowych przygodówkach. Kadr z „Wakacjami z duchami” jest nieprzypadkowy.

Wakacyjna beztroska i zapomniany czas
Także śmiem wątpić, czy to na pewno seria dla dzieciaków, czy raczej dla starych wyjadaczy, którzy są w stanie odcyfrować ukryte referencje i którzy zwyczajnie lubią czasem przeczytać coś dużo lżejszego. Albo mają w domu dzieciaki, z którymi czytają komiksy. Ja już takich małych pociech nie mam. Przygodówką nadal nie gardzę, choć poprzednich tomów tej serii nie czytałem.

Kacper, Zośka i Bosman mają swoją paczkę i potajemne spotkania. Między tą trójką wytwarza się niezwykła chemia, głównie dlatego, że każdy coś wnosi od siebie. Różnią się od siebie dość znacznie, co nie przeszkadza im bardzo się lubić, a wytwarza dynamikę wewnątrz grupy. Bardzo mi się podoba, jak Zośka się boczy, czy tam nawet strzela focha, bo nikt oprócz niej nie przyszedł na spotkanie, Bosman bagatelizuje sprawę, a Kacper, no cóż. On akurat naprawdę nie mógł.
Komiks zanurzony jest w letniej beztrosce, włóczeniu się po łąkach i fantazjowaniu. Wakacje, proszę państwa. I to takie prawdziwe, a nie wyrwany z ciągłej harówki tydzień albo dwa, i to też spędzony między innymi obowiązkami. Adam Święcki pozwala złapać haust leniwego, ciepłego powietrza, gdzie czas zwyczajnie nie istnieje. Tak, kiedyś lato było długie, że wydawało się, iż jest wręcz całą epoką.
Nie ma lipy
Spółka Kacpra napotyka trzy niebezpieczeństwa. Jedno jest prozaiczne, związane z dwoma łobuziarami, które lubią spędzać wolny czas, uprzykrzając życie innym. Nie powiem, Pola i Tola rzeczywiście są szalone, a zabawa z podwieszeniem Kacpra na gałęzi mogła się skończyć tragicznie.
Drugi w kolejności jest Lipa, a właściwie jego brak, co wywołuje w jego kolegach instynkt stada. Biegają w kółko z naostrzonymi patykami (ach, też kiedyś taki miałem, to była broń!) i poszukują zaginionego kolegi. I mimo że chłopak nieobecny jest cały komiks, to wraca tylko po to, by domknąć żart. Zresztą stwierdzenie „nie ma lipy” dość dobrze do tego albumu pasuje.

No i jest jeszcze tytułowy wodnik, którego projekt jest dość zaskakujący, ale widoczny już na samej okładce. Święcki po Szyszymorze i Dziadzie Borowym sięga po kolejną postać ze słowiańskich legend. Tym razem jest to demon, który ponoć topi ludzi, co się całkiem nieźle zgrywa z faktem, że Kacper prawie został utopiony przez demoniczne siostry. Pewnie z całej przygody wypływa morał, że niebezpiecznej przygody by nie było, gdyby wodnika zostawić w spokoju.
Aha, no jest jeszcze najmniejszy, ale najdzielniejszy żołędny ludek. Kto takiego nie zrobił ani razu, ten chyba zwyczajnie dzieciństwa nie miał. I nie bez przypadku Ciamciaramcia został umieszczony na wklejce, bo zwyczajnie w tym komiksie błyszczy. Przezwany, ale noszący znieważającą ksywkę jak sztandar, rusza do akcji z odwagą lwa. Mały i nieznaczący? Może tylko pozornie.
Warsztat Święckiego i siła ilustracji
Na koniec kilka słów o warsztacie Święckiego, bo po to, by go ocenić, takie stare konie sięgają po komiksy dla najmłodszych. No może jeszcze aby pokarmić wewnętrzne dziecko. Niemniej super krecha, dobrze nakreślone postacie, i to nie tylko te pierwszoplanowe, każdy z nich ma potencjał, aby stać się ikonicznym bohaterem, przyjemne mordki i świetne kadrowanie. Ilustracja na stronę z żołędnym ludkiem wyruszającym naprzeciw potwora ma w sobie tyle mocy, że spokojnie obdzielić by można kilka zeszytów.

A no i sekwencje, których Święcki się nie boi używać, a które sprawiają, że komiks zwyczajnie działa. Lubię ilustrację na całą stronę, a jak jeszcze rozegrać na takiej ruch, to już jestem rozanielony na cały wieczór.
To koniec tej przygody, bestiariusz Kacpra poszerzył się o kolejne postacie. Oprócz wodnika i żołędnego ludka został wpisany olbrzym i kłobuk. Co prawda Święcki omawia demony bez ich mrocznej otoczki, ale w końcu jest to komiks dla dzieci. Na tylnej okładce kłobuk obiecuje „zaraz zacznie się nowy cykl”. Mam przed sobą trochę nadrabiania zaległości, ale już jestem ciekaw, co będzie dalej.
Czytaj dalej: Wilcze sny
Scenarzysta: Adam Święcki
Ilustrator: Adam Święcki
Wydawca: Kultura Gniewu
Seria: Kacper i spółka
Format: 185×265 mm
Liczba stron: 60
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









