Universal Monsters: Niewidzialny człowiek
„Niewidzialny człowiek” to klasyka grozy i science fiction. Nie dziwi więc tom poświęcony temu dziełu w serii od Image Comics, której tytuł nawiązuje do franczyzy horrorów od Universal Studios. To właśnie ta seria filmów ukształtowała potwory, których wizerunki we wręcz niezmiennej formie funkcjonują do dziś.

W skrócie
Klasyka grozy w nowej odsłonie
Tynion IV to współczesny mistrz grozy, tym razem bierze się za klasykę. I to w sumie już po raz drugi, bo wcześniej dostarczył nam już „Draculę”. Nie to, żebym gardził krwiopijcą, ale nie da się przeczytać wszystkiego, a kupka wstydu, czy nawet już hałda, ciągle rośnie. I to jest dopiero horror, przez który spać nie można. I tym razem totalny staroć dostaje świeżą oprawę. Całkiem przystojną, choć i tak najbardziej zachwycające są definicje Niewidzialnego Człowieka.

Jeżeli poznawanie popkultury zaczęliście od czytania amerykańskich komiksów superbohaterskich i nie wystawiliście nosa poza Marvela czy DC, to możecie sobie myśleć, że w byciu niewidzialnym nie ma nic strasznego. No bo przecież Niewidzialna Kobieta z Fantastycznej Czwórki to sympatyczna babka dbająca o swoją rodzinę. Tymczasem na kartkach tego komiksu panuje duszna atmosfera, a same rozważania idą dużo dalej niż do faktu stania się niewidzialnym.
Nie tylko o byciu niewidzialnym
Bierzemy udział w eksperymencie naukowym, ale aspiracje Jacka Griffina sięgają dużo dalej niż osiągnięcie celu. Ma do udowodnienia sobie, swoim współpracownikom i narzeczonej, a może nawet i całemu światu, bardzo wiele. Nie chce być zależny od kogokolwiek. Nie chce myśleć o tym, co sobie ktoś pomyśli, zanim on coś zrobi. Choćby gdy ma ochotę pocałować swoją ukochaną, choć to akurat mocno się zmieniło przez lata i nikt pocałunkiem się nie gorszy. Chyba.
Monokaina, z którą eksperymentuje Griffin, ma szereg skutków ubocznych. Bo nie tylko pozbawia ciało pigmentu. Wzmacnia też inteligencję, co jest całkiem spoko, ale też wyzwala podstawowe instynkty. Zwłaszcza te mordercze. Choć horyzontem wszystkiego jest wolność. Będąc niewidzialnym, można robić, co się chce i gdzie się chce, choć nie do końca można być pewnym bezkarności.

Gdy „mogę” zmienia się w „zrobię”
Tworzy się psychotyczny klimat, a Dani, odpowiedzialna za rysunki, i Brad Simpson, odpowiedzialny za kolory, doskonale go współtworzą. Tusz leje się brutalnie po stronach, oddając hołd „Sin City” Franka Millera. Ale kolor zabiera grafiki w stronę ciągłego odczuwania niepokoju. Czuć, że psychika bohatera doprowadzona została na skraj. Początkowe przebłyski dokonywanych zbrodni stają się rzeczywistością. „Gdybym tylko mógł” zmienia się w „mogę i to zrobię”.
Świetnie to wszystko jest wyważone. Od palety barw, przez plan plansz, po długość, bo 112 stron to w sam raz, aby pokazać taką opowieść. Tynion IV nie odpowiada za wszystkie miniserie, ale jak starczy mi życia, to sprawdziłbym wszystkie. A przed nami jeszcze takie klasyki jak „Mumia” czy „Frankenstein”. Także do zobaczenia.
Czytaj więcej: Sandman Uniwersum. Kraina Koszmarów. Szklany dom. Tom 2
Informacje o wydaniu:
Scenarzysta: James Tynion IV
Ilustrator: Dani
Tłumacz: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Lost In Time
Seria: Universal Monsters
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 144
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Papier: kredowy
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









