Lis 2.0. Nowy początek #01

Trudno mówić, że polscy superbohaterowie są w natarciu, ale na pewno twórcy naszych rodzimych kalesoniarzy próbują co najmniej utrzymać trudno zdobyty grunt. No i tak powraca jeden z nich. To, że pojawił się w końcu komiks „Lis 2.0. Nowy początek”, oznacza, że Stańczyk nie złożył jeszcze broni, zredefiniował sposób, w jaki zamierza dalej tworzyć przygody swojego bohatera, i ruszył w kolejny bój.

Lis 2.0. Nowy początek

Lis 2.0. Nowy początek #01, czyli powrót polskiego superbohatera

„Lis 2.0. Nowy początek” to pierwszy zeszyt nowej serii. I to „nowe” jest tu znaczące. Ilustratorem serii został Alan Gajewski, znany jako Al Goyo, więc nie dziwi mnie ani trochę, że seria przyjęła barwy Yelly.Studio. Niezmiennie też blog Czas na Komiks wspiera Lisa, choć skład redakcyjny od dawna nie jest już taki, jak był. Stary jest też sam superbohater, choć przyznam, że wcześniejszych zeszytów Lisa nie czytałem, ale w zasadzie nie psuje to frajdy z lektury.

Nerdowska posiadówka i polscy kalesoniarze

„Lis. Nowy początek #01” zaczyna się mega nerdowsko. No bo kto sięgnie po ten komiks, jak nie stare nerdy właśnie? Zamiast akcji dostajemy posiadówę, popołudniowe (tak mniemam) chillowanie, granie w gry i rozkminy. Nad popkulturą, nad cycatymi bohaterkami gier, nad przyciąganiem nabywców i takie tam.

Lis 2.0. Nowy początek

Warto zwrócić uwagę na ścianę mieszkania. Znajdziecie tam plakat „Wojowniczych Żółwi Ninja” z dokładnym odwzorowaniem tego, kto jest kim. Nie ma lipy. Obok zaś, na półeczce, pokazano grzbiety innych polskich superbohaterów. Fajnie, choć trochę smutno, że cały dorobek polskich superbohaterów mieści się na jednej półeczce. Niemniej jest choćby „Ćma. Żabie królestwo”, a Ćmie kibicuję całym sobą.

Polskim superbohaterom trudno też z tego powodu, że niemal niemożliwe jest wymyślenie czegoś, co nie byłoby kalką komiksów z Zachodu. Dopiero takie nieszablonowe podejścia do tematu jak „Mięcho” czy wspomniana już „Ćma” radzą sobie całkiem nieźle i wspinają się ponad przeciętność. Czym wyróżnia się Lis?

Lis kontra Daredevil? Podobieństwa i różnice

Czerwony kostium, widoczny podbródek, ostre wypustki na głowie, zwinność i polowanie w środku nocy? Daredevil? A, no prawie. Gdyby Lis przeprowadził się z Warszawy do Nowego Jorku, to pewnie trudno byłoby ich rozpoznać. Problem, jaki zarysował Stańczyk, w sumie też jest podobnego kalibru co sprawy ślepego adwokata. Bezwzględny biznesmen wykupuje warszawskie grunty i zaczyna zagrażać przyjaciołom naszego bohatera. Poziom ulicy? Tak, choć sam Lis ma nadludzką siłę, a nie tylko wyostrzone zmysły.

Lis 2.0. Nowy początek

Akcja rozkręca się bardzo powoli. Nie oczekujcie, że zobaczycie tu genezę Lisa. Zostaje ona wspomniana gdzieś w połowie zeszytu. Wtedy też dopiero pojawia się sam superbohater. I w sumie mi to pasuje, bo jest czas, aby zatopić się w fabule.

Al Goyo i dynamiczna kreska w stylu Ragnarok

Co do kreski, jeśli czytaliście „Ragnarok”, to już wiecie, czego się spodziewać, tylko kolory są tym razem bardziej brunatne. Całość jest dynamiczna, kreska gruba, niemalże flamastrowa. Ma być luz i dynamika. Kadrowanie bez określonego schematu. No i co? Działa.

Jak pokazuje popkultura, nawet próby klejenia uniwersum ze znanych elementów, podejmowane tylko po to, by oddać hołd swoim ulubionym komiksom, potrafią stworzyć potężną markę. A im dalej w komiks, tym bardziej wszystko przypomina „Wojownicze Żółwie Ninja”. No i gdy dochodzi już prawie do konfrontacji, zeszyt się kończy. Bleeee, cliffhanger. Kto by się spodziewał? Udało się otworzyć nowy rozdział dla Lisa. No cóż. Teraz już tylko trzeba się starać i tworzyć dalej.

Czytaj więcej: Battle Code. Ragnarök. 1. Krew na lodzie

Informacje o wydaniu

Scenarzysta: Dariusz Stańczyk
Ilustrator: Alan Gajewski
Wydawca: yelly.studio
Seria: Lis
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 28
Oprawa: Miękka
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: