Nicolas Presl. Miasto – recenzja komiksu

Nicolas Presl. Miasto. Przepraszam za chamskie SEO, ale to, jak dobrze liczę, trzeci komiks o tym tytule. Oczywiście tytuł to jedyne, co łączy te komiksy, choć sama potrzeba gromadzenia się ludzi i budowy dużych osad towarzyszy ludzkości od lat i szybko się nie zmieni. Wielkie metropolie powodują też odruch odwrotny i co bardziej indywidualne jednostki uciekają z miast. O, choćby na wieś.

Nicolas Presl. Miasto

Miasto przyszłości, które krytykuje teraźniejszość

Do jakiego miasta zabiera nas Nicolas Presl? W sumie jest to miasto przyszłości. Na kartkach tego komiksu znajdziecie latające auta, ale czy długo trzeba będzie czekać, aż takie zobaczymy nad naszymi głowami? O, trudno powiedzieć. Raczej szybciej niż później.

Nicolas Presl. Miasto

Z drugiej strony autor wyraźnie krytykuje współczesną cywilizację, odwracając uwagę elementami science fiction, zgrabną geometrią wykreślną i pałętającymi się po ulicach… zombie. Być może na ludzi spadła jakaś zaraza. Być może to radioaktywne ścieki, a być może przypałętał się jakiś wirus.

Dyskoteka, detale i plastyczność rysunków

Niemniej „Miasto” zaczyna się bardzo zwyczajnie i realistycznie, mimo że bohaterowie Presla są jednak mocno pozniekształcani. Szybko wsiąka się w huczącą atmosferę dyskoteki. Jest głośno, mimo że sam komiks jest niemy. Na żadnej ze stron nie pada ani jedno słowo, ale w uszach aż dzwoni.

To zwracanie uwagi na szczegóły jest turbo dokładne. Presl to doskonały obserwator. Kadrowaniem opisuje zwykłą zabawę i duszny klimat. Prawdopodobnie nie dałoby się opisać słowami takiej zwykłej potańcówki. Preslowi wystarczy kilkanaście stron, aby oddać zabawę w szczegółach. Jego prace są tak plastyczne, że odnosi się wrażenie, jakby rzeczywiście się tam było.

Zombie jako wyrzut sumienia cywilizacji

Na początku zombiaki pojawiają się dość sporadycznie, śledząc cywilizację i pojawiając się jako wyrzut sumienia. Z czasem umarlaków jest coraz więcej. Okazuje się też, że wiodą dość normalne życie, tyle że w dużo gorszych warunkach. Wtedy to okazuje się, że jest to sposób na pokazanie rozwarstwienia społecznego. Podczas gdy jedni oblewają się szampanem i bawią na prywatnych wyspach, inni szukają kilku chwil wytchnienia w ciasnych warunkach, starając się przetrwać.

Nicolas Presl. Miasto

Uwielbiam komiksy Nicolasa Presla, choć czasem nie jest aż tak wyrazisty w tym, co chce powiedzieć. Czasem trzeba mocno się nagimnastykować, aby zrozumieć jego przekaz. „Miasto” akurat jest bardzo transparentne, choć epilog jest już giętki i można go interpretować na różne sposoby.

Nicolas Presl i komiks, od którego można się uzależnić

„Miasto” jest w pełni czarno-białe, jakby dla podkreślenia rozwarstwienia społecznego. Sporo jest kadrów podzielonych na cztery części, ale nie jest to schemat stosowany w całym komiksie. Zdarzają się kadry pionowe albo takie na całą stronę. Moją ulubioną sceną jest wpadnięcie głównego bohatera do oceanu. Przez moment ciemność i cisza go oblekają, pojawiają się kwiaty. To może trwać chwilę albo i kilka minut, aż nagle ktoś wyciąga go na powierzchnię, a cały spokój ulatuje.

Mistrzowski komiks! Jeśli nie czytaliście żadnego komiksu Presla, to warto zacząć choćby od tego. A później sięgnąć po pozostałe. To jest coś tak dobrego, że jak już raz zasmakujecie, to obsesyjnie będziecie chcieli więcej.

Czytaj więcej: Ogrody Babilonu – cisza, która krzyczy

Informacje o wydaniu

Autor: Nicolas Presl
Premiera: 2026
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 360
Wydawca: Lokator Media
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: