Ludziki mniejsze – recenzja komiksu Jana Mazura

Jan Mazur to mistrz komiksów minimalistycznych. Na planszach jego komiksów pojawiają się ludziki narysowane kilkoma kreskami. Niemalże patyczaki. Nie przeszkadza mu to tworzyć kapitalnych komiksów. „Ludziki mniejsze” to najnowszy zbiorek. W środku znajdziecie kilka opowiadań opublikowanych tu i ówdzie, spiętych śliczną narracyjną klamrą.

Ludziki mniejsze

Łańcuch zdarzeń i narracyjna klamra

Macie tak, że w każdym wydarzeniu z życia upatrujecie sensu? Każde, nawet nie wiem jak przykre wydarzenie, jest początkiem czegoś. Czasem otwierane są nowe drzwi, czasem stare. Historia to łańcuch zależności. Gdyby nie jedno wydarzenie, drugie nigdy by się nie wydarzyło.

I tak, gdyby nie pewien jegomość, który długo zwlekał z naprawą samochodu albo jego wymianą na nowszy model… No i gdyby ten gruchot w końcu się nie posypał… Tak nigdy by „Ludziki mniejsze” się nie wydarzyły. Nieszczęśnik nie miałby okazji posłuchać historii pewnego starszego pana w żółtym berecie. Czy tego chciał, czy nie.

Ludziki mniejsze

Klamra to zawsze narracyjny smaczek, bo zespala całość, choć i tak wiadomo, że jest to tylko coś dodatkowego. Coś, co może, ale niekoniecznie musi połączyć zupełnie różne treści. Z tym że Mazurowi udaje się żonglować wątkami i komiksami tworzonymi w różnych okresach tak, że całość układa się w spójną masę.

„Chcę posiedzieć w ciszy”. O rozmowach, które nie są rozmowami

Z całości przede wszystkim bije dość ponure spojrzenie na relacje. Dialogi, których jakoś dużo też tu nie ma, umówmy się, wybijają się na wierzch. Bez trudu odczytać można, kto z kim ma ochotę rozmawiać, a kto zwyczajnie prowadzi monolog, mimo że ktoś siedzi naprzeciwko. Na 129. stronie pada gorzkie i bezsilne „chcę posiedzieć w ciszy”. O Boże, jak ja rozumiem dzisiaj tego człowieka. Jak wiele osób myli rozmowę z wypowiadaniem przez siebie słów i myśli.

W jednym z epizodów do dialogu sprowadzone jest przez Mazura czytanie książek. I to bardzo ciekawie wypada, bo dzieło jest personifikowane, jakby to autor lub bohater był przynoszony do domu z biblioteki. I czasem ot tak sobie gdzieś leży i czeka na odpowiednią chwilę. Jakby tak było rzeczywiście, to u mnie na chacie siedziałoby mnóstwo ludzi, którzy czekają, aż się zaznajomię z tym, co mają do powiedzenia.

Onomatopeje jako schorzenie, czyli inność w świecie ludzików

Jak na bardzo proste środki, w tej małej książeczce Mazurowi udało się osiągnąć bardzo wiele. W niektórych miejscach jest wprost eksperymentalnie. „Randka w ciemno” to zestaw czarnych kadrów, no bo spotkanie odbywa się przy zgaszonym świetle, a zapalane jest dopiero w ostatnim kadrze.

Ludziki mniejsze

Uwielbiam wątek o onomatopejach. Ludziki są tu o krok od zdobycia wiedzy, że są postaciami z komiksu. Tylko że to, co w milionach innych komiksów jest normalne, tysiące „trachów”, „bamów” czy „łupsów” wybrzmiało już dotąd z różnych plansz. Tu jest sprowadzane do schorzenia, a inność jest stygmatyzowana i traktowana z wrogością. Aż chce się powiedzieć: witajcie w Polsce.

Mazur sięga także za granicę wyobraźni, choćby pokazując świat, w którym skończył się internet. Bywa lekko zabawnie, ale to jest taki polski humor. Niemalże nieśmieszny. Znaczy, śmieszny, ale nie do przetłumaczenia dla kogoś, kto tu nie mieszka. A spełnienie czyichś marzeń? No, haha, może tak być, że dla kogoś to zwyczajna robota.

„Ludziki mniejsze” – komiks bliski październikowej chandrze

A na końcu? A na końcu czeka na was niespodzianka niczym z „Opowieści z krypty”. I to w sumie podwójna. „Ludziki mniejsze” wpisują się zarówno w mój październikowy nastrój, jak i w spostrzeżenia dotyczące rozmów i relacji, a ludzik z okładki (bo to chyba on) jest mi przerażająco bliski. No dobra, może już starczy. Warto, ok?

Czytaj więcej: Przypadek pana Marka

Informacje o wydaniu

Scenarzysta: Jan Mazur
Ilustrator: Jan Mazur
Wydawca: Kultura Gniewu
Format: 125×176 mm
Liczba stron: 168
Oprawa: Miękka
Druk: cz.-b.
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: