Zaginione horyzonty – recenzja komiksu Juana Zanotto
Coś ostatnio zaliczam od Lost in Time same dodruki. Kolejny to „Zaginione horyzonty”. Z okładki już widać, że to rasowe science fiction z dużą domieszką erotyki. I tak jest też w środku, choć im dalej w album, tym bardziej space opera wymieszana z „Gwiezdnymi wojnami” ustępuje brutalnej rozgrywce między żyjącymi dziko plemionami.

W skrócie
Zaginione horyzonty – science fiction z domieszką erotyki
Lost in Time zebrało pierwsze pięć tomów przygód… A no właśnie. Falki. Główna bohaterka to emanująca seksapilem… kobieta? I tu się robi ciekawie. Bo losy tytułowej amazonki, przynajmniej tej oryginalnej, przecinają się z rutynowym oblotem konfederackiego porucznika Dana Darnella.
Stacja kosmiczna, odległa od Ziemi planeta Alphadra IV, w większości pustynny świat i dzikie plemiona, ale nie wszystkie stroniące od technologii. Statki, które przecinają niebo, są tak uroczo staromodne czy retrofuturystyczne. Nie ma tu połyskujących, nieskazitelnych, lśniących bolidów. Jest raczej brudno, a technologia jest mocno już poniszczona. Skąd skojarzenia ze „Star Wars”? Źle? Ano nie.

Juan Zanotto urodził się we Włoszech, ale tworzył w Argentynie. Często współpracował ze scenarzystami, jak przy „Barbarze”, tym razem jednak fabułę pisze sam. I w sumie jest to świetnie napisany akcyjniak z kapitalnym science fiction w roli fali nośnej. A główny zwrot akcji wręcz rozwala głowę, bo w zasadzie mamy tu mężczyznę zaklętego w ciele kobiety. Więc niby zaczyna się od wprowadzenia do akcji cudeńka techniki mającego zapewnić kamuflaż, ale kończy się na emocjonalnym tornado.
Brutalność, erotyka i mroczna strona ludzkich instynktów
Właściwie jest tu wszystko, za co polubiłem science fiction jako dzieciak. Są manewry wojskowe i akcja. To wciąga od pierwszej strony. Jest technologia umożliwiająca niesamowite rzeczy i międzygwiezdne podróże. Ale to nie koniec, bo schodzimy też na wrogo nastawioną planetę, gdzie dochodzi do brutalnych walk, włącznie z odgryzaniem piersi i dekapitacją. Ta ostatnia genialnie zostaje pokazana w sekwencji.
Erotyka i zwrot akcji dotyczący Falki interesująco wprowadzają rozważania, zwłaszcza z męskiego punktu widzenia. Byłem tak zaskoczony kierunkiem, w którym podążyła fabuła, że pokazałem ten komiks swojej żonie, a ona, zanim zdążyłem wyjaśnić, powiedziała po samej okładce, że widać, że to facet. Skąd? Nie wiem, ale fakt, że na twarz spojrzałem na samym końcu.

Dosyć zabawnie, ale i dość strasznie wypada to, że do Falki ciągle dostawia się jakiś facet. Nawet wiedząc, że jest to Dan Darnell. Z drugiej strony sam porucznik zaczyna się emocjonalnie zmieniać, ale dochodzi też do tragedii. W pewien sposób zostaje skazany na samotność, choć Zanotto i tak postanawia pokazać różne… konfiguracje.
Najbardziej gorzkie wnioski dotyczą tego, jak mężczyźni kierowani są przez instynkt przetrwania gatunku, co niestety mogę powiedzieć nawet po sobie. W środku co prawda dochodzi do ekstremum kończącego się brutalnym gwałtem. To jest emocjonalna jazda bez żadnych zahamowań.
Kreska Zanotto i kolory z retro klimatem
Juan Zanotto operuje kreską zbliżoną do Moebiusa. Erotyka jest momentami dość nachalna, bo Falka nie dość, że ma skąpe majtki, to na dodatek ma na nich narysowany srom. Tylko że jeśli zaczniecie ślinić się do głównej bohaterki, to… no, czeka was niespodzianka.
Ten komiks wygląda trochę retro, ale ma do zaoferowania bardzo dużo. Zarówno w kwestii graficznej, jak i scenariusza. Przyczepiłbym się jedynie do nieco wypłowiałych kolorów. Może nawet można by się pokusić o ich remaster, bo mogłyby być bardziej intensywne, ale znowu ma to swój urok i wprowadza klimat ulotności, a może nawet delikatności.
Zaginione horyzonty – czy warto przeczytać?
Ten komiks tworzony był do magazynu, autor dbał więc, aby zainteresowanie czytelnika nie stygło. A że dostajemy od razu pięć części komiksu, to sprawia to wrażenie obejrzenia kilku sezonów mocno wciągającego serialu na raz. Ponownie jak w „Barbarze” i tutaj wybija wątek zaawansowanej cywilizacji napotykającej barbarzyńskie plemiona, a podobnymi treściami karmię się od dzieciństwa, więc wchodzi mi to bardzo gładko. Więcej Zanotto? Tak, poproszę.
Czytaj więcej: Legenda o szkarłatnych obłokach – recenzja komiksu – dodruk 2026
Informacje o wydaniu
Scenarzysta: Juan Zanotto
Ilustrator: Juan Zanotto
Tłumacz: Jakub Jankowski
Wydawca: Lost In Time
Format: 215×290 mm
Liczba stron: 320
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Papier: kredowy
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo








