Resurrection Man. Kwantowa karma – recenzja komiksu Rama V

Ram V zyskał już taką renomę, że duzi gracze nie boją się dać mu do wypolerowania starych, małych perełek. Czyli takich bohaterów, którzy raczej ukrywają się gdzieś w trzecim, a może nawet czwartym szeregu postaci i nikt do nich nie wraca. „Resurrection Man. Kwantowa karma” to miniseria właśnie tego typu. Wyciągany jest ciekawy superbohater, który na chwilę zalśnił, ale nikt go raczej nie pamięta.

Resurrection Man. Kwantowa karma

Resurrection Man – superbohater, który odradza się po śmierci

Sama definicja tego superbohatera, która nawiasem mówiąc pozostaje niezmieniona, rozwala wręcz czaszkę. Resurrection Man zyskuje moc zbliżoną do rodzaju śmierci, której doświadczył ostatnim razem. Czyli jeśli zginął w płomieniach, to staje w ogniu. Ludzka Pochodnia nie miała wręcz tyle sensu, co tutaj.

Dobrze kombinując z mocami Resurrection Mana, można uknuć całkiem przyzwoitą fabułę, ale Ram V ma aspiracje na więcej. Czy mu się udaje? Tak połowicznie. A przecież wiemy, że jak się chce, to ze starego, nudnawego superbohatera, jakim był w DC choćby Sandman, można utkać coś na zupełnie innym poziomie, niż ktokolwiek by się spodziewał.

Ram V podąża śladem Neila Gaimana

I tak w sumie trochę czuć, że Ram V chce, a może chciałby, bo tak do końca jednak mu się to nie udaje, pójść śladem Neila Gaimana. No bo jest melancholijne wybicie bohatera poza czas, razem z polowaniem przez jego złą wersję, która wymyka się czasowi. Jest też sięgnięcie po pierwszą zbrodnię i bardzo podobne żonglowanie relacją najstarszych w historii braci. W końcu jest też poetyckie przetaczanie kół czasu oraz wystrzelenie akcji w kosmos. Jak na sześć zeszytów to zwyczajnie wszystkiego za dużo.

Resurrection Man. Kwantowa karma

Oczywiście ten komiks może się podobać. Sam o Resurrection Manie dotąd nie słyszałem i wydał mi się bardzo interesujący. Na dodatek każdy rozdział zaczyna się w sposób sugerujący, że wszyscy znają go od dawien dawna, choć kolejne genezy zaczynają się wykluczać. No bo albo od dawien dawna, albo podczas eksperymentu z użyciem nowoczesnej technologii gdzieś w połowie lat 90.

Metafizyczna podróż przez Uniwersum DC

Resurrection Man odbywa swoją metafizyczną podróż, a reszta uniwersum raczej stara się mu nie przeszkadzać. Choć znajdziecie jedną, w porywach do trzech znanych twarzy, jeśli czytaliście „Human Target” Toma Kinga. Finalnie bohater zyskuje potężnego przewodnika i jest nim postać stworzona przez Willa Eisnera.

Resurrection Man. Kwantowa karma

Najbardziej podobają mi się emocjonalne, lekko ckliwe momenty, przeważające raczej w pierwszej części albumu. Zresztą to całe zamieszanie wywołane jest śmiercią ze starości. Gdy w grę wchodzi miłość albo nieśmiertelność, to ci, którzy zakosztowali i jednego, i drugiego, dochodzą do dość zaskakujących wniosków.

Resurrection Man. Kwantowa karma – ciekawy pomysł, za dużo zamieszania

To jest dość przyjemny komiks, ale zamiast takiego rozhuśtanego wprowadziłbym go w bardziej refleksyjny ton. I pewnie byłoby super. Tak jest ogrom zamieszania, a momentami nawet poetycki bełkot. Ram V podejmuje dość karkołomną próbę i niestety ewolucja mu nie wychodzi. Niby szybko wstaje po upadku i nadrabia miną, ale z miejsca odchodzi już nieco koślawym krokiem, tuszując wpadkę. Niemniej jeśli szukacie nieszablonowego superhero w nowoczesnej oprawie i ze świetnymi kolorami, to „Resurrection Man. Kwantowa karma” może się okazać dobrym wyborem.

Czytaj więcej: Dawnrunner – recenzja komiksu Ram V. Mechy, emocje i coś więcej niż walka

Informacje o wydaniu

Scenarzysta: Ram V
Ilustrator: Jackson Guice, Anand RK
Tłumacz: Jacek Żuławnik
Wydawca: Egmont
Seria: DC Black Label
Liczba stron: 152
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: