Marvel Must-Have. Tom 24: Daredevil. Ostatnie dni – recenzja komiksu

Opuszczam większość kolekcji Marvel Must-Have, bo wcale nie muszę ich mieć. Zwłaszcza że większość ostatnich tomów już mam – czy to w kolekcji WKKM, czy w innych wydaniach. Niemniej obiecałem sobie, że Daredevile będę kupował, niezależnie od tego, czy będą to duble, czy nie. Kolejny tom z Człowiekiem bez Strachu cieszy, tym bardziej że „Daredevil. Ostatnie dni” to nowość na naszym rynku.

Daredevil. Ostatnie dni

Okładka, która zapowiada nieuniknione

Piękna okładka namalowana przez Billa Sienkiewicza. Nie wiem, jak artystom wciąż udaje się wymyślać nowe pozy, w których Daredevil wygląda świetnie. Billy Club wzniesiony powyżej karku wygląda bardziej na gest pełen akceptacji tego, co ma się za chwilę wydarzyć, niż na pozę mocy i kontroli nad sytuacją. Czerwone, zachodzące słońce nad Daredevilem oznacza jedno. Zgodnie z tytułem – ostatnie dni.

Za album zawierający ośmioczęściową miniserię – jak przeczytacie na tylnej okładce – odpowiada zespół artystów związanych z Daredevilem w różnych okresach jego historii. Przyszli się z nim pożegnać. Jeżeli lubicie Daredevila, to wiecie, że Brian M. Bendis i Alex Maleev stworzyli znakomity run, Klaus Janson i Bill Sienkiewicz współpracowali z legendarnym Frankiem Millerem, a David Mack wcześniej przedstawił czytelnikom Echo. Nieco więcej dowiecie się o tym z dodatków. Warto do nich zajrzeć, zwłaszcza do osi czasu. Te dwie dodatkowe strony lubię najbardziej.

Daredevil. Ostatnie dni

Marvelowskie „końce świata” w wydaniu street level fighter

„Daredevil. Ostatnie dni” wpisuje się w trend wydawniczy Marvela polegający na pokazywaniu końca bohaterów poprzez przesunięcie akcji o kilka lat do przodu. Czytałem już kilka takich historii – choćby melancholijnego „Silver Surfera. Requiem” czy napakowaną akcją, ale pełną rodzinnego ciepła „Fantastyczną Czwórkę. Koniec”. Jak ten motyw wypada u bohatera działającego na poziomie ulicy? Wyjątkowo brutalnie! Potyczki z Bullseyem zawsze były intensywne, ale ta ostatnia bójka przebija wszystkie poprzednie.

Brian M. Bendis przesuwa narrację na Bena Uricha, reportera rozsypującego się właśnie „Daily Bugle”. Bierzemy udział w śledztwie mającym wyjaśnić tajemnicę ostatnich dni Matta Murdocka. Im dalej w las, tym więcej drzew, bo zdaje się, że nikt nie ma pojęcia, co działo się z rudym adwokatem przez ten czas. Większość nie ma też pojęcia, co oznacza ostatnie słowo wypowiedziane przez Daredevila, a ci, którzy wiedzą, co znaczy „Mapone”, wcale nie zamierzają tego zdradzić.

Daredevil. Ostatnie dni

Najgorsza fucha w Marvelu

„Daredevil. Ostatnie dni” jest również podsumowaniem pod kilkoma względami. Mamy artystów o różnych stylach. Kreska raz jest gęsta, raz bliższa czystej linii, a obok pojawiają się piękne, lekko rozmyte, malarskie plansze. Przechodzimy też przez galerię przeciwników Daredevila. Są oczywiste wybory. Możemy choćby zobaczyć wbicie Kingpina w chodnik, co stanowi odpowiedź na odwieczne pytanie, czy kolejne pojedynki mają sens, czy może lepiej załatwić sprawę raz na zawsze. Są też mniej oczywiste postacie, takie jak Bushwacker.

No i pojawiają się jeszcze kobiety Matta Murdocka. Najgorsza fucha w Marvelu to bez wątpienia bycie partnerką niewidomego adwokata. Ten pełen wzlotów i upadków związek zazwyczaj kończy się tragicznie, a nawet jeśli nieszczęsna przeżyje, to powinna co najmniej wybrać się na terapię. Niemniej całkiem zabawnie wypada fakt, że wokół kolejnych odwiedzanych kobiet kręci się rude dziecko. Gdyby przeciwnikom Matta nie udało się zniszczyć jego kancelarii jakimś sprytnym wybiegiem, to na pewno dobiłyby ją alimenty.

Czytaj więcej: Dziewczyny Daredevila Vol. 2

Śledztwo pełne jest zakrętów i świetnych kadrów – choćby Ben Urich przechadzający się ulicami miasta czy wypadający z okna wieżowca. Jest też kilka ślepych tropów, w tym jeden rzucony czytelnikowi prosto w twarz, tak oczywisty, że aż wywołujący okrzyk: „Ja wiem! Ja wiem!”. Bendis bawi się z odbiorcą w kotka i myszkę tylko po to, by zakończenie było satysfakcjonujące. I takie właśnie jest.

Informacje o wydaniu

Scenariusz: Brian Michael Bendis, David Mack
Rysunki: Klaus Janson, Alex Maleev, Bill Sienkiewicz, David Mack
Druk: Kolor
Oprawa: Twarda
Format: 170×260 mm
Liczba Stron: 216
Wydawca: Hachette
Linia wydawnicza: Marvel Must-Have

Share This: