Mono no aware – recenzja komiksu Tomasza Grodeckiego

Tomasz Grodecki, twórca „Ćmy”, napisał komiks, w którym jego superbohater bez żadnej supermocy, ale za to z supersłabością, nie występuje. No, może prawie, bo „Mono no aware” nadal reklamowany jest jako komiks „Ćmą bez Ćmy”. Haha, no łykam to. Niemniej dostajemy historię kryminalną z Japonią i Wajdą w tle. Do akcji rusza detektyw mieszanego pochodzenia. Połączenie czy dualizm tej historii widoczne są tu na każdym kroku.

Mono no aware

Trzepot skrzydeł ćmy wywołuje tajfun

Także mamy słynnego polskiego reżysera, piękną Japonię, detektywa o nazwisku Cybulski i zaginione nagrody i trofea. Tym razem bez żadnych zamaskowanych typów. A, no jednak nie, bo w masce biega drab zwany kolekcjonerem, choć nazywanie go ciemnym odbiciem Ćmy byłoby jednak nadużyciem. Chociaż jakby się panowie kiedyś starli…

„Mono no aware” zaczyna się trzepotem skrzydeł motyla. Oczywiście Grodecki nie mógł się powstrzymać i do klamry wykorzystał motyla… nocnego. Czyli ćmę. Od pierwszego zdania w tym komiksie siedzę więc uśmiechnięty. To jedziemy. „Trzepot skrzydeł ćmy w Polsce wywołał tajfun w Japonii”. I wpadamy w gęsty, kryminalny klimat, podsycany zbieraniem tropów i ślepymi uliczkami, którymi krążą postacie w prochowcach. Jasna sprawa. Kryminał bez prochowca byłby jedynie połowiczny.

Mono no aware

To jest kolejny komiks po „Żabim królestwie” Grodeckiego w dużym formacie i to jest naprawdę świetna wiadomość. Bo zespół rysowników (jeden to byłoby za mało, co nie?) daje tu ognia. I ta różnorodność jest tu podkreślana z każdą zmianą stron, a czasem nawet i kadrów. Pewnie panowie daliby radę zbliżyć się do siebie stylami, ale w sumie tak byłoby o wiele nudniej.

Różnorodność stylów rysowników

Co prawda najpierw popełniłem błąd i wybrałem sobie styl, który mi najbardziej odpowiada. A przyznam się, że były to kapitalne grafiki Artura Redlickiego, utrzymane w szarościach, z kilkoma kolorowymi akcentami. No bo najbardziej pasują i do kryminału, i do komiksu o Japonii. Później jednak doszedłem do wniosku, że to nie jest tak, że w tym komiksie jeden rysownik jest lepszy, a reszta gorsza.

Różnorodność. Przecież to tak jak w życiu. Wszystko się zmienia, nawet tu obecny, piszący te słowa. Za rok już nie będę taki sam. Zmieniają się pory roku. Na szczęście, jak tak patrzę na ten deszcz i ponurą aurę, trzeba tylko poczekać. Różnorodna w końcu jest sama Japonia, a trochę możemy na nią popatrzeć przez pryzmat śledztwa Cybulskiego. I to dzięki zmianom stylu mamy tu trochę mieszania klimatem. Można by zasypać plansze sakurą i byłoby wystarczająco japońsko. Ale nie tym razem.

Mono no aware

Pewnie gdy się zna filmy Andrzeja Wajdy, można z tego komiksu wycisnąć jeszcze więcej. Ja znam o tyle jego twórczość, że kojarzę, kim był Zbigniew Cybulski. No i pamiętam, jak zginął, ale Grodecki tego nie przywołuje, choć w sumie od razu przypomina mi się otwierająca strona z pierwszej „Ćmy”.

Mono no aware – przewrotne rozwiązanie zagadki

Na koniec zagadka zostaje rozwiązana, choć w sumie rozwiązanie jest dość przewrotne. Niemniej wpisuje się w klimat. I kryminału, i jesiennego ślęczenia nad komiksami. No bo jeżeli bezrefleksyjnie, tak jak ja, minęliście tytuł i zaczęliście wkręcać się w rozwiązanie sprawy, to możecie dostać konkluzją prosto w twarz. Tak jak i ja. Ogólnie przyjemna rzecz, ale po twórcy i rysownikach „Ćmy” nie spodziewałem się niczego innego.

Czytaj więcej: Ćma. Żabie królestwo – pierwszy album superbohatera Tomasza Grodeckiego

Informacje o wydaniu

Scenariusz: Tomasz Grodecki
Rysunki: Tomasz Borkowski, Artur Redlicki, Adam Roziński, Kacper Wilk
Okładka: Tomasz Borkowski
Wydawca: Timof Comics, Poland-Japan Foundation, Senat RP
Druk: Kolor
Oprawa: Twarda
Format: 220×300 mm
Liczba Stron: 48
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: