Pan Kawalarz Wilk

Nie zdziwcie się, że zdania stricte o omawianym tytule przeczytacie dopiero gdzieś w połowie tekstu. Nie bez wpływu pozostaje dzisiejsza okoliczność, czyli prima aprilis. Nie wszyscy lubią pierwszokwietniowe psoty. Jedni zwijają się ze śmiechu, drudzy mają dość. Wtedy wchodzę ja, Pan Kawalarz Wilk, ubrany cały na czarno. Inaczej wilkowi nie wypada, choć zdarzają się niechlubne, albinoskie przypadki. Nie-tym-razem. Niespełna dekadę temu pewien mój kolega (Damian, jeśli to czytasz, to serdecznie pozdrawiam) ugodził mnie osobliwym synonimem tytułu dzisiejszego artykułu. Dlatego to, zamiast soundtracku, tym razem otrzymujecie ten oto filmik.

Miałem kiedyś kilka takich książeczek z dowcipami. Najlepsze dowcipy o lekarzach, czy mieszkańcach Wąchocka, nie pamiętam już dobrze. Wystarczy potwierdzić, że było to dawno, a do kiosku zaglądałem często, choć najczęściej, aby zobaczyć czy jest już nowy numer Spider-Mana. Te książeczki, o których mowa, dawały mi przeogromną moc. Był to jeden z najpotężniejszych talizmanów, jakie można było zdobyć w drugiej połowie lat 90. Od razu przedmiot dawał +1 do uwielbiania i +3 do brylowania w towarzystwie. Szybko nauczyłem się załączonych 101 kawałów na pamięć i sypałem nimi jak z rękawa. Co dziwne, Reduty Ordona do głowy wbić sobie nie mogłem. Władanie tym samem orężem męczy momentalnie, w mgnieniu oka zaczęły mnie bawić innego rodzaju kawały. Kiedyś mówiło się na nie kwasy, teraz raczej używa się określenia suchar. Do dzisiaj bywa tak, że po opowiedzianym przeze mnie kawale śmieję się sam. Czemu? Nie dlatego, że mam wiedzę tajemną i rozumiem wszystkie, nawet niezrozumiałe dowcipy. Po prostu rozśmieszają mnie wyrazy twarzy po niespodziewanych puentach. Taki ze mnie…

pan kawalarz wilk

Pan Kawalarz Wilk

My tu pitu, pitu, a przydałoby się coś powiedzieć o komiksie Adama Święcickiego. Pan Kawalarz Wilk to czwarta część cyklu Trochę hałasu z głębi lasu, kierowanego do najmłodszych z najmłodszych. I nie jest tu mowa o wewnętrznym dziecku, które tkwi pośrodku jaźni każdego mężczyzny, a zwyczajnie do najmłodszych. Przed psowatym nasi milusińscy zostali jeszcze uraczeni takimi tytułami jak Pani Detektyw Sowa, czy Pan Łasuch Miś albo Pan Elegant Lis. Co prawda po wilku autor poprawił jeszcze Panią Reporterką Myszą, ale naprawdę, nie trzeba było.

pan kawalarz wilk

Zbliżona kształtem do kwadratu książeczka jest osobliwą ozdobą mojej kolekcji. Takiego komiksu jak Pan Kawalarz Wilk jeszcze nie miałem, nie czytałem i wątpię, abym kupił jeszcze coś podobnego. Podpis z tyłu okładki oświadcza, że można czytać od pierwszego roczku, więc jak się domyślacie, omawiany tytuł nie jest wydany ani na papierze offsetowym, ani na lśniącej kredzie. Tym razem mamy twarde, grube kartki, takie, jakie znajdujemy zazwyczaj w książkach dla niemowlaków. Czy zatem komiks Adama Święckiego to infantylna opowieść dla niuniusiów? W żadnym wypadku!

Pobyć chwilę sam

Komiks dostarczony przez Wydawnictwo Tadam, nad którym patronat objęły Zeszyty Komiksowe (bardzo, bardzo gratuluję!) to inteligentna opowieść. Oczywiście poziom Alana Moore’a, czy Granta Morrisona to nie jest. Nadal jest to historyjka dla małych dzieci. Wystarczy spojrzeć na okładkę, by dostrzec, że konstrukcja zastosowana w tym przypadku nijak nie przypomina konstrukcji cepa. Wiele w niej zakamarków i zmyślności. Zaglądamy do środka. W lesie dzisiaj jest poruszenie – opowiada wierszykiem Pan Adam – Wilk wyruszył na łowy, tym razem nie pożre nikogo, nie dosłownie. Wyprawia różnorakie żarty względem innych zwierząt w kniei. Oczywiście (patrz drugi paragraf), śmieje się tylko on. Co szybko doprowadza do tego, że uśmieszek z czarnego pyska w końcu znika, a sama psina zaczyna czuć się samotna.

pan kawalarz wilk

Jak to powiedział Nitsche, gdy patrzysz w otchłań, po pewnym czasie odwzajemnia ona spojrzenie (w moim wolnym tłumaczeniu). Tak, samotność to bardzo wielka trwoga, wie każdy, kto poczuł ją na swojej skórze. Ja poczułem, wiem. Na całe szczęście kolorowe, pastelowe plansze nie zatrzymują się w tym ciemnym punkcie. Na końcu musi znowu pojawić się kolorowa plansza i tak jest w istocie. Jaki z tego morał? Żartujmy, bawmy się, ale z innych nie kpijmy. No, może troszkę, ale tylko do pierwszej krwi. Zresztą najlepiej nauczyć się śmiać z samego siebie, wtedy ubaw ma się do końca życia.

Sylwester

Za wydanie komiksu Adama Święckiego, Wydawnictwo TADAM otrzymuje ode mnie Wilczy Wawrzyn.

Pan kawalarz wilk

W wilczym cyklu ukazały się artykuły:

Share This: