To nie jest las dla starych wilków – wilcza recenzja

Nie wiem jak Wy, ale ja nienawidzę dnia swoich urodzin. Serio! Jest to jeden z niewielu dni w roku, w którym czuję się najbardziej przygnębiony. Melancholia opatula mnie jak szalik, czuję ciężar kolejnego dwunastu miesięcy, źle podjętych decyzji, zmarnowanego czasu. Sprawy nie poprawia fakt, że urodziłem się w listopadzie, najbardziej ponurym ze wszystkich miesięcy, no, przynajmniej w Polsce. Krótki dzień, za oknami szaro i mgliście. Idzie popaść w deprechę. Zdaję sobie sprawę, że z podobnymi problemami musi się zmagać każdy potomek będący owocem (czyt. ofiarą) Walentynek. Gdyby rodzice pomyśleli, jaką krzywdę zrobią swojemu dziecku, może by się opamiętali… chociaż po zastanowieniu, nie. Raczej wątpię. Z tej to urodzinowej okazji sięgam po kolejny komiks z mojej wilczej kolekcji. Tematycznym zwycięzcą dzisiejszego dnia musi być To nie jest las dla starych wilków od Kultury Gniewu. Zgodnie z dotychczasową formułą proponuję jak zwykle soundtrack do artykułu, kliknij play i czytaj dalej.

To nie jest las dla starych wilków

Otóż mam już swoje latka. Nie pięć, nie piętnaście, no, może jeszcze nie pięćdziesiąt. O kupnie Porsche jeszcze nie myślałem, choć Unleashed to moja ulubiona część gry Need for Speed. Bez wątpienia gdzieś ten wewnętrzny chłopak we mnie tkwi. Owszem, był czas, że dostał kilka solidnych kopów i siedział cicho. Jako że mam synów w wieku, w którym mogę im podsuwać to i owo, czytamy komiksy. Taki sposób pozwala mi czerpać przyjemność z lektury dla dzieci, o czym pisałem już wielokrotnie i choć ostatnio zarzucono mi, że nie znam oferty Krótkich Gatek, dementuję. Dzisiejszy tekst o To nie jest las dla starych wilków miałem w planach od dość dawna. Zajaśniał na horyzoncie, jak tylko listopad rozciągnął swoją aurę depresji i zniszczenia. Atmosferę zwiastującą rocznicę moich urodzin.

Dobra, do rzeczy, bo jest sporo do omówienia. Wstaję i strząsam z siebie rosę rozżalenia. To nie jest las dla starych Wilków to komiks autorski jednej osoby – Tomasza Samojlika. Bardzo lubię takie podejście do sprawy, zaczynając od jednoosobowych zespołów muzycznych jak Burzum, obracając się w stronę komiksowych projektów jak chociażby Broń X. Nikt Ci nie wejdzie w drogę i nie popierniczy Twoich zamysłów. No i punkt widzenia jest w takim przypadku jeden. Trzeba przyznać, autor robi dobrą robotę, co się da zauważyć na pierwszy rzut oka. Jest to komiks bardzo barwny tak jak las w środku lata. Dla dzieci nie wypada inaczej, prawda?

Im oczom ukazał się las

Zanim jednak przejdę do patrzenia na to dzieło znad recenzenckiej lupy, muszę jednak wylać z kubka mój żal. Czuję się trochę oszukany, z tytułu wynika, jakoby to WILK był głównym bohaterem komiksu. Cóż, UWAGA SPOILER, tak niestety (przynajmniej dla mnie) nie jest. Owszem, pierwszy z osiemnastu epizodów o mieszkańcach lasu (czy dokładniej mówiąc: puszczy) traktuje o siwawym, podstarzałym psowatym. Reszta skupia się na jego sąsiadach, choć z raz tytułowy bohater pojawia się jeszcze jako tło.

Kto zatem jest prawdziwym bohaterem komiksu? Otóż jest to las i bynajmniej nie krzyży! To miejsce jako arena do wszystkich wydarzeń pozwala nam przyjrzeć się bliżej jego mieszkańcom, choć pierwszoplanowej roli może i nie gra. Zauważyć możemy jednak na osi czasu, jak zmienia się życie w jego domenie. Tomasz Samojlik postanowił podarować nam bardzo mądrą lekturę. Owszem, kreska jest dosyć prosta, choć kolorowanka dla przedszkolaków to nie jest (proszę się nie obrażać). Za to treść, no, tu już mamy do czynienia z rasową wiedzą specjalistyczną z dziedziny przyrodniczej. Tyle o życiu zwierząt oraz informacji o florze nie dowiedziałem się od dekad.

Wiedza o przyrodzie

Największą siłą komiksu jest fakt, że twarda wiedza wykładana jest w miękki, humorystyczny sposób. Przykładowo, mama małych dzików kłóci się z Żubrem, broniąc swoich dzieci. Argumenty w potyczce słownej to nic innego niż zwyczaje tych dzikich zwierząt. Innym razem wiewiórka zachwyca się pięknem przyrody, odnajdując w niej figury geometryczne, czy ciąg Fibonacciego. Jest też łasica, która niczym ninja stara się wtopić w środowisko. Problem w tym, że ostatnimi czasami śniegu w zimę jest u nas jak na lekarstwo, więc hormony zwodzą zwierzaka na manowce. No taki lajf, sory.

Na koniec chciałbym bardzo podziękować autorowi, że starał się wypełnić komiks, jak tylko mógł. Rozdziałów jest sporo, a stron wcale nie aż tak mnogo. Tomasz wpadł na wspaniały pomysł, aby te strony, które dzielą rozdziały, a są zazwyczaj białe, zapełnić dodatkowymi rysunkami. Znajdziemy tu dodatkowe scenki, na których swoje mądrości życiowe wygłasza dziadek dżdżownica, raz wtrącają się na chwile młode wilki, a jest jeszcze Szop ze swoim podnóżkiem. No, dopóki nie postanawia „zaanektować” główny wątek, bo te dodatkowe miejsca nie są dla niego już wystarczające. Problem może się pojawiać, gdybyście chcieli dodatkową wryskę od autora. Kto by się tym przejmował? Do zawilczenia za miesiąc!

Sylwester

Dziękuję Kulturze Gniewu za Krótkie Gatki i wydanie komiksu o wilku!

Poprzednia część wilczych artykułów tu:

Share This: